TO NIE ZAWSZE BYŁA BAJKA, czyli jak znienawidziłam moją ciotkę
Książki z dzieciństwa kojarzą mi się bardzo dobrze – z przygodami bohaterów, które przeżywałam jak własne, czytaniem pod kołdrą z latarką, beztroskim czasem, który można było poświęcać na długą lekturę.
Sporo jest takich książek, które czytałam wiele razy. Tak często, że znałam je niemal na pamięć. To między innymi „Przygody koziołka Matołka”, a nieco później „Ucho od śledzia” i „Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek” oraz „Przygody Tomka Sawyera”.
Książki podsuwały mi nieraz różne pomysły.
Wielkie pragnienia wzbudziła we mnie „Kraina sto piątej tajemnicy” Zbigniewa Żakiewicza (podaję autora, bo dziś chyba nie jest powszechnie znana opowieść). Uwielbiałam (i wciąż pamiętam) niesamowite stworzenia: jamnika Jeremiasza, kruka dwojga imion – Ksawerego Kiejstuta oraz proklitki, enklitki i przesympatycznego maciupeńkiego pikolaczka. Postanowiłam zaprzyjaźnić się z nimi. Żeby to zrobić, trzeba było trafić do magicznej krainy. Był na to tylko jeden sposób – wejść w odpowiednią kałużę. Którą? Nie wiadomo, więc zaraz po deszczu wychodziłam z domu i jej szukałam. Efekty były łatwe do przewidzenia…
Do dziś pamiętam też, jak zapamiętale poszukiwałam niebieskiego koralika po lekturze „Karolci”. Wierzyłam, że on istnieje i znienawidziłam ciotkę, która stwierdziła, że „to bzdury”. Mimo iż od tamtej pory minęło pół wieku, nie darzę ciotki sympatią. Można to nazwać jakimś rodzajem traumy, ale też chyba pierwszym wydarzeniem w moim życiu pod hasłem „co cię nie zabije, to cię wzmocni”.
Dlaczego? Ano dlatego, że – chociaż łzy cisnęły mi się do oczu – nie rozpłakałam się. I byłam z tego bardzo dumna! Wiedziałam, że to ja wygrałam pojedynek z dorosłym, który chciał zniszczyć moje dziecięce marzenia.
Prawdziwą traumą, która skończyła się nocnymi koszmarami, była szkolna lektura „Antek”. Scena z Rozalką i piecem prześladowała mnie w snach tygodniami. Nie pamiętam już, jak z tego wyszłam. Pewnie czytając inne książki.
Bardzo lubię i cenię prozę Bolesława Prusa, ale tej jednej noweli nie mogę mu darować.
BEATA IGIELSKA


Dodaj komentarz