Ciekawa i intrygująca okazała się dla mnie lektura „Szeptanki”. Było to moje pierwsze spotkanie z powieścią Karoliny Głogowskiej (wcześniej miałam okazję poznać tylko opowiadania).
Akcja zaczyna się pod koniec roku szkolnego. Zdolna i wrażliwa Helena jest uczennicą gdańskiego liceum. Co jakiś czas staje się nieobliczalna i tak dzieje się również pewnego dnia, gdy przed wakacjami dziewczyna spycha ze schodów kolegę. Zostaje po tym wyrzucona ze szkoły. To nie koniec nieszczęść – zamiast wymarzonego obozu z rówieśnikami czeka ją lato u babci. W dodatku z matką, z którą się nie dogaduje!
Pobyt na kociewskiej wsi od początku okazuje się pasmem pechowych wydarzeń, które poznajemy na zmianę z perspektywy Heli i jej mamy, Matyldy.
Babcia jest wyjątkowo zasadnicza, prababcia zdaje się nie kontaktować ze światem, a w starym domu coś …straszy. Nie jest to jednak jakiś duch rodem z legendy. Właściwie nie wiadomo, kim jest zjawa ukazująca się czasami i matce, i córce. Przeraża i mrozi krew w żyłach nie tylko bohaterkom powieści.
Mimo iż akcja rozgrywa się współcześnie, ważne wydarzenia sięgają przeszłości związanej z zakończeniem II wojny światowej. Są one kluczem do poznania bolesnej rodzinnej tajemnicy. Rozwiązanie zagadki każe na pewne problemy spojrzeć z innej perspektywy niż na początku lektury.
Całość czyta się szybko i z wielkimi emocjami, tym bardziej, że świat rzeczywisty przeplata się z wydarzeniami z pogranicza realności i snu.
Największym zaskoczeniem w tej kwestii jest zakończenie.
Ostatnio mam szczęście do powieści, których finały dosłownie wbijają w fotel Tak było i tym razem.
Plusem jest klimat tej historii – niesamowita aura tajemniczości i niejednoznaczności związana jest nie tylko z głównymi bohaterkami, ale i pobocznymi postaciami.
Do zalet zaliczam też dwugłosową narrację – z perspektywy córki i matki – co pozwala lepiej poznać ich wewnętrzne przeżycia, decyzje oraz zachowania.
Polecam przede wszystkim miłośnikom prozy obyczajowej z wielką historią w tle i nieoczywistymi wątkami.
BEATA IGIELSKA

