10 lat temu zmarł Henning Mankell , szwedzki pisarz i dziennikarz, autor wielu powieści kryminalnych, w tym znanego cyklu ze śledczym Kurtem Wallanderem.
Moja przygoda z twórczością tego autora zaczęła się kilkanaście lat temu. Nie przypominam sobie, by jakaś książka mnie rozczarowała.
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie autobiograficzna opowieść „Grząskie piaski”, chyba przedostatnia w dorobku pisarza, który zmarł na raka w 2015 r.
Zaczął ją pisać, mając pełną świadomość zbliżającej się śmierci.
Nie skupiał się jednak ani na sobie, ani na swojej śmiertelnej chorobie. Bardzo dużo miejsca poświęcił wspomnieniom, dzięki czemu mogłam poznać jego dzieciństwo i młodość.
Najciekawsze okazały się jednak dla mnie jego rozważania o literaturze, polityce, kondycji współczesnego świata, który jest pełen zadziwiających kontrastów. W tych refleksjach można odnaleźć genezę niektórych powieści.
Nawet jeśli nie zna się bardzo dobrze twórczości pisarza, warto sięgnąć po „Grząskie piaski”, bo to książka niezwykle dojrzała, mądra i pouczająca oraz skłaniająca do rozmyślań.
Jest w niej też miejsce na odrobinę inteligentnego poczucia humoru, na ironię i dystans do świata.
Połączenie tych wszystkich elementów nie jest łatwe, udaje się nielicznym, tym, którzy mają do powiedzenia naprawdę coś ważnego. Mankell na pewno do nich należy.
Właściwie powinnam napisać „należał”, ale dla mnie to pisarz wciąż żywy, ponadczasowy i uniwersalny.
Ciągle trudno mi uwierzyć, że już nie żyje… Na szczęście pozostawił po sobie bogatą spuściznę, nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci oraz młodzieży…
BEATA IGIELSKA

