Książka ukazała się 1 października nakładem Wydawnictwo Literackie
Niecierpliwie czekałam na „Pożegnanie z Narwią”. Gdy Wydawnictwo Literackie sprezentowało mi książkę, chciałam sobie dozować lekturę, by móc jak najdłużej czytać.
Moja silna wola okazała się jednak słaba i całość połknęłam w popołudnie i wieczór. Zaraz potem wróciłam jednak do lektury – tym razem czytałam powoli, z namaszczeniem, przerwami na refleksje…
Wojciech Tochman nie przeprowadza z Hanną Krall wywiadu-rzeki. To rzeczywiście jest ROZMOWA ucznia z mistrzynią.
A gdy rozmawia dwoje wybitnych reporterów, śledzenie ich konwersacji jest prawdziwą ucztą duchową, nawet jeżeli dotyczy wyjątkowo bolesnych tematów.
Wojciech Tochman i Hanna Krall odwiedzają miejsca, w których mieszkała autorka „Lokatorki”.
Zaczynają od Milanówka, gdzie po opuszczeniu Warszawy w 1944 roku mała Hania ukrywała się wraz z mamą.
17 stycznia następnego roku wkroczyła na te tereny Armia Czerwona…
Wspomnienia dotyczące pierwszego kontaktu z Sowietami zaskakują. Dlaczego? O tym przeczytacie w książce.
Wielu innych szczegółów także nie zdradzę, by nie popełnić śmiertelnego grzechu spojlerowania.
Nie jest jednak tajemnicą, że późniejsze miejsca zamieszkania, nauki i pracy pani Krall to: Otwock, różne dzielnice i ulice w Warszawie…
Co z tym ma wspólnego tytułowa Narew?
Na tę odpowiedź trzeba zaczekać, ale warto uzbroić się w cierpliwość.
O czym jeszcze rozmawia para wybitnych reporterów?
Właściwie o wszystkim. Bardzo dużo miejsca, co oczywiste, poświęcone zostało życiu i pracy pani Krall.
Mamy okazję poznać genezę powstania wielu utworów, także autorstwa innych twórców, nie tylko pisarzy. Towarzyszą temu różne anegdoty i smaczki, które dla miłośniczek i miłośników literatury faktu, literatury pięknej, kina i teatru są wyjątkową gratką.
Bardzo ciekawe są wspomnienia dotyczące peerelu i związanej z nią cenzury, stanu wojennego, działalności konspiracyjnej. Pojawiają się tu nazwiska znanych działaczek i działaczy, z których część już nie żyje.
Dużo i interesująco Hanna Krall opowiada o pracy reporterskiej, wymieniając się doświadczeniami i poglądami ze swoim rozmówcą.
Nieodłącznym tematem jest tu wojna, nie tylko ta z lat 1939-1945. Mowa również Bałkanach, Rwandzie i o trwającej wciąż krwawej wojnie na Ukrainie.
Przy okazji pojawiają się inne, ważkie tematy dotyczące uchodźstwa, emigracji, polityki, stereotypów, nacjonalizmu, odradzania się nazizmu, ludzkich reakcji na zło i jej braku.
Czy obojętny znaczy niewinny? – to pytanie, jakże często obecne w literaturze, także i w tej książce jest zadawane.
Reporterska para dyskutuje również o konkretnych książkach, wydarzeniach, ludziach ze świata kultury oraz polityki…
Czytając te wypowiedzi, ma się wrażenie bezpośredniego obcowania z rozmówcami. Ja cały czas czułam się tak, jakbym – jako gość – towarzyszyła im w podróży albo siedziała z nimi przy stoliku, przy kawie lub herbacie, i przysłuchiwała się wszystkiemu z szeroko otwartymi oczami.
Warto zwrócić też uwagę na styl i język wypowiedzi, w którym dominuje ekonomia słowa, niczym w tekstach reporterskich Hanny Krall i Wojciecha Tochmana.
Nie ma tu rozbudowanych opisów, barokowych fraz… Jest prostota wypowiedzi i głębia myśli, co nieraz robi piorunujące wrażenie.
Od razu przychodzi na myśl literacki reportaż „Zdążyć przed Panem Bogiem”, w którym kilka prostych zdań robi wrażenie bardziej porażające niż rozdzieranie szat.
POLECAM SZCZERZE tę książkę wszystkim, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki i nie potrafią przechodzić obojętnie wobec tego, co działo się i dzieje – zarówno na naszym rodzimym podwórku, jak i na świecie.
BEATA IGIELSKA

