Powieść „Matki i córki” Ałbeny Grabowskiej trochę naczekała się na mnie, ale gdy już zaczęłam czytać, to trudno było przerwać lekturę.
Jest to niesamowicie angażująca emocjonalnie historia życia czterech pokoleń kobiet – od prababki po prawnuczkę.
Losy tych bohaterek poznajemy stopniowo, nielinearnie, a wychodzące powoli na jaw tajemnice rodzinne zapierają dech w piersiach.
Między kobietami panuje specyficzna więź. Zadziwia także pewien motyw dotyczący powtarzalności losów.
Jaki? Tego, oczywiście, nie zdradzę, gdyż jest to jeden z największych atutów fabuły.
Akcja rozpoczyna się współcześnie, gdy o swoich narodzinach, znanych z przekazów matki, babci i prababki, opowiada Lila. Czuje się niekochana przez mamę, ale doceniana przez dwie starsze kobiety.
Dlaczego tak się dzieje? I czemu mama nie chce opowiadać córce o jej ojcu oraz o przeszłości kobiet z rodziny?
Te pytania towarzyszą i bohaterce, i czytelnikom podczas niemal całej lektury. Odpowiedzi okazują się zaskakujące i szokujące.
Bardzo ważne są w powieści retrospekcje. Wędrujemy z zesłańcami na Syberię podczas zaborów, w czasach drugiej wojny światowej obserwujemy losy więźniarek w obozie Ravensbrück.
Potem przychodzi kolej na powojnie, peerel, lata przełomu…
Bez względu na okres, w którym rozgrywa się akcja, losy kobiet z tej samej rodziny są poruszające, największe wrażenie zrobiły jednak na mnie rozdziały poświęcone przeżyciom na zesłaniu i w czasach Zagłady.
Całość przeczytałam jednym tchem, z wielkimi emocjami, tym bardziej, że wraz z rozwojem akcji zmienia się też nasze spojrzenie na poszczególne bohaterki. Nowe wątki pozwalają lepiej zrozumieć ich decyzje i postępowanie. A te nigdy nie są łatwe.
Plusem na pewno jest też styl – dopracowany, niebanalny, dojrzały. Całość napisana jest też poprawną polszczyzną, co jest rzadkością w naszej współczesnej literaturze.
POLECAM z czystym sumieniem!
BEATA IGIELSKA

