Dziś 98. rocznica urodzin MIRIAM AKAVII, izraelskiej pisarki, jednej z moich ulubionych autorek.
Urodziła się w Krakowie. Przeżyła Holokaust. Zmarła w Tel Awiwie w 2015 roku.
Bardzo ubolewam, że jej proza nie jest w Polsce powszechnie znana.
Gdyby to ode mnie zależało, chociaż fragmenty jej twórczości wpisałabym na listę szkolnych lektur.
Poniżej co nieco ode mnie o – moim zdaniem – najlepszej i najpiękniejszej Jej książce…
Przeczytałam „Moją winnicę” dawno (na początku lat 90. ubiegłego wieku), ale wciąż pamiętam jej treść i klimat.
To pięknie i wzruszająco opowiedziana autobiograficzna saga, w której dominującą rolę odgrywają kobiety.
Małe i wielkie historyczne wydarzenia oraz nasilające się w międzywojennej Polsce nastroje antysemityzmu powodują, że matki i córki muszą stać się silne, by bronić swojej rodziny i tożsamości.
Autorka wiele miejsca poświęca też pozostałym członkom rodziny, zaczynając od dzieciństwa rodziców.
Opisuje codzienne życie, na które składają się radości i smutki, narodziny i śmierć oraz obyczaje, tradycje, które są kultywowane przez starsze pokolenie i do których młodzi coraz częściej odnoszą się sceptycznie, gdyż pozostają pod wpływem nowych ideologii (np. komunizmu).
Śledzi się losy tej rodziny z wielkimi emocjami, gdyż autorce udało się przedstawić je w sposób niezwykle poruszający, momentami zabawny, ale częściej wzruszający i dramatyczny.
Historia kończy się na wybuchu drugiej wojny światowej, ale dalsze koleje losów poznajemy w wielkim skrócie w epilogu.
Z wielkiej krakowskiej rodziny po wojnie pozostała zaledwie garstka, po wielu nie pozostały nawet groby…
BEATA IGIELSKA

