„Miasto wojny” to drugi tom trylogii Pewnego razu w Wolnym Mieście. Pochłonęłam go jednym tchem, podobnie jak pierwszą część.
Tym razem Marlena Wittstock opisuje losy bohaterek i bohaterów od roku 1939.
Już podczas wakacji wyczuwa się w Gdańsku wyjątkowe podniecenie. Napięcie wzmaga się, gdy mężczyźni zaczynają dostawać powołanie do niemieckiego wojska. Nikt, z wyjątkiem nazistowskich fanatyków, nie chce iść na wojnę, ale w najbardziej dramatycznej sytuacji są ci, którzy pochodzą z polsko-niemieckich rodzin.
Wojenna tragedia nie omija głównych postaci: Rity, Anieli, Otta, Janka i ich bliskich.
Dochodzi do aresztowań, wypędzeń z mieszkań, brutalnych pobić… A to tylko zapowiedź wojennego koszmaru.
Pozostawione sobie kobiety starają się przetrwać, ale nieraz nie wytrzymują tej grozy psychicznie. Różnie reagują na przytłaczające wiadomości, trudną codzienność, głód i ciągły strach. Jedne załamują się, inne – na przekór wszystkiemu – odnajdują w sobie niespożytą energię.
On ile w pierwszym tomie akcja płynęła w miarę spokojnie (chociaż nie brakowało w niej zaskakujących zdarzeń), teraz nabiera ona tempa. Podczas wojny nic nie jest pewne i wydarzyć może się wszystko.
Na tle historycznych wydarzeń nadal rozgrywają się osobiste dramaty. Rita, mimo iż jest już mężatką, wciąż natyka się na Janka. Czy ich uczucie wygasło? Czy odżyje z nową mocą?
Tego, oczywiście, nie zdradzę. Dodam tylko, że to jeden z najciekawszych wątków tej części trylogii. Nie ma w nim nic banalnego, nic z tanich romansów.
Uczucia ukazane są tu w sposób głęboki, ze znajomością ludzkiej psychiki, której autorka poświęca dużo miejsca.
Wielka historia wpływa w oczywisty sposób na losy postaci i – tak jak w „Mieście miłości” – przedstawiona jest ze znajomością tematu, rzetelnie, ciekawie.
Całość napisana jest piękną, literacką polszczyzną, a to lubię i cenię.
POLECAM SZCZERZE !!!
(Powieść poznałam w formie audiobooka – w rewelacyjnej interpretacji Ilony Chojnowskiej i Rocha Siemianowskiego).
BEATA IGIELSKA

