„Miasto popiołów” to zwieńczenie trylogii Pewnego razu w Wolnym Mieście.
Marlena Wittstock kolejny raz udowodniła, że można pisać o wojnie i miłości w sposób wiarygodny, rzetelny, z klasą i poszanowaniem historii.
Jest rok 1945. Do Gdańska i okolic wkracza Armia Czerwona. Zamiast rzekomego wyzwolenia przynosi gwałty, grabieże i śmierć, często w męczarniach.
Sowietów wyprzedza zła sława, jaką pozostawiają po sobie. Dlatego część mieszkańców Pomorza ratuje się ucieczką. Są jednak i tacy, którzy decydują się zostać. Naiwnie wierzą, że uda im się przetrwać w ukryciu. Rzeczywistość przynosi wielkie rozczarowania i cierpienia.
Trudnych wyborów muszą dokonywać także bohaterki i bohaterowie powieści. Zwłaszcza kobiety, zdane na siebie, niejednokrotnie obarczone dziećmi, przeżywają piekło na ziemi.
Część mężczyzn, których znamy z poprzednich tomów, wraca z wojny i z obozów jenieckich. Są i tacy, którzy zaginęli albo zginęli.
Po wojnie nic już nie jest takie samo, jak przed jej wybuchem. Mimo iż akcja rozgrywa się przede wszystkim w latach powojennych, to chyba najbardziej dramatyczny tom cyklu.
Autorka skupiła się nie tylko na opisaniu życiowych perypetii, ale i tego, co dzieje się w umysłach ludzi. Ich wzajemne relacje nie zawsze da się odbudować.
Bardzo skomplikowane i bolesne są przeżycia Rity, Janka, Anieli i Otta, których znamy z poprzednich tomów. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów; nie ma w książce miejsca na banały i spłycanie historii.
Fabuła „Miasta popiołów” jest wstrząsająca, ale nie jest to tania gra na emocjach czytelników, jak często zdarza się ostatnio w tego typu literaturze.
Obok drastycznych i poruszających fragmentów odnajdziemy rozdziały, w których jest mowa o szukaniu sensu w życiu, próbach odbudowania go po wojnie, o miłości, lojalności, macierzyństwie, które może ocalać.
Najbardziej poruszyło mnie zakończenie. Nie jest ono dla miłośniczek i miłośników ckliwych finałów. To bardzo dojrzałe, wzruszające opisy. Nie napiszę, czego dotyczą, by nie spojlerować.
Dużym plusem są też: bogaty, plastyczny język, literacki styl i piękna polszczyzna.
Polecam wszystkim, którzy lubią nieszablonowe opowieści z wielką historią w tle.
(Książkę poznałam w formie audiobooka, w rewelacyjnej interpretacji Ilony Chojnowskiej i Rocha Siemianowskiego)
BEATA IGIELSKA

