Witajcie w starożytności!

Powieść „Synowie wilczycy” ma plusy i minusy.

Całość zaczyna się obiecująco – jest tajemnica, intryga i niepewność. Od początku Tanja Kinkel skupia się na brzemiennej kapłance, która nosi w sobie dwóch braci.

Matka odgrywa w powieści dominującą rolę, to ona decyduje o przyszłości, przygotowuje podwaliny pod przyszłe imperium, polegając przede wszystkim na znakach od bogów, ale także na własnym sprycie.
Romulus i Remus odsunięci są na drugi plan i przejmują inicjatywę dopiero na ostatnich stronach książki.

Nie to jednak przeszkadzało mi w fabule. Drażniące były niektóre przeciągane sceny, rozwlekłe rozmowy, które właściwie nie wnosiły niczego do powieści.
Sporo jest w powieści interesujących informacji o tradycjach i wierzeniach starożytnych mieszkańców Italii, Grecji i Egiptu, ale czasami odczuwałam przesyt tych ciekawostek, które przytłaczały właściwą akcję.

Mimo tych wad czytało mi się szybko i całkiem przyjemnie.

BEATA IGIELSKA