PRAWDZIWE BOHATERKI

Są pisarki, po których książki sięgam w ciemno. Należy do nich Maria Paszyńska, która pisze zajmująco, mądrze, ze znajomością historii i dbałością o szczegóły.

Jej „Dziewczyny ze Słowaka” poznałam w formie audiobooka, w rewelacyjnej interpretacji Martyny Szymańskiej.

Jest to zbeletryzowana opowieść o uczennicach słynnego warszawskiego Liceum im. Juliusza Słowackiego. Poznajemy je przez pryzmat II wojny światowej, która sprawiła, że musiały szybko wydorośleć, a swoją harcerską i konspiracyjną działalność najczęściej okupiły śmiercią.

Najpierw spotykamy na kartach książki byłą dyrektorkę szkoły, która po wojnie odwiedza miejsce swojej pracy. I wspomina uczennice, mając poczucie winy – że ona, dojrzała kobieta, przeżyła wojenne piekło, a dziewczęta nie…

Poznajemy tytułowe bohaterki jako beztroskie nastolatki, które korzystają z życia pod koniec lat 30. minionego wieku; zakochują się nieszczęśliwie albo ze wzajemnością, łączą naukę w prestiżowym liceum z młodzieńczymi psikusami, obowiązki z przyjemnościami. Mają marzenia…

Wszystko to zmienia nagle wybuch wojny. Zamiast nauki pojawia się walka, chociaż dziewczyny uczęszczają na tajne komplety i uczą się praktycznych umiejętności jako przyszłe sanitariuszki. Szybko stają się nimi i niosą pomoc także podczas Powstania Warszawskiego. Nie wszystkie jednak doczekały sierpnia 1944 roku.

Poznajemy tytułowe bohaterki w najbardziej drastycznych momentach, gdy pomagają rannym, przeprowadzają ich kanałami, roznoszą pod obstrzałem meldunki…

Strzelają rzadko, mimo iż potrafią to robić. Dlaczego? Bo broń jest zarezerwowana przede wszystkim dla mężczyzn i chłopców. Dla żołnierzy, nie żołnierek.

Autorka odziera ze złudzeń wojenne i powstańcze mity, pokazując, jak bardzo dziewczęta i kobiety były dyskryminowane przez swoich przełożonych i kolegów. A przecież brak broni uniemożliwiał im nie tylko walkę, ale i decydowanie o własnym życiu, gdy lepiej było je sobie odebrać niż umierać w potwornych męczarniach, często poprzedzonych gwałtami i torturami.

Wstrząsające są te opowieści, które ocalają pamięć o tytułowych bohaterkach. Większość z nich zginęła, a pamięć się zatarła. Maria Paszyńska przywraca im miejsce wśród tych, o których warto i trzeba pamięć, tym bardziej, że za każdym imieniem i nazwiskiem kryło się nie tylko prawdziwe bohaterstwo, ale też cierpienie, łzy, samotność i wielki osobisty dramat.

Całość napisana jest w sposób poruszający, ale bez pompatycznych tonów, które często wdzierają się do tego typu literatury, rażąc banałami i łopatologią.

Autorka wykonała godną podziwu i szacunku pracę, zbierając materiały do tej książki, co widać w treści.

POLECAM wszystkim, którzy cenią i lubią rzetelnie napisane opowieści, udokumentowane i w dodatku przekazane piękną, literacką polszczyzną, dostosowaną do tematyki książki.

Często porównuje się tę książkę do „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego i faktycznie coś w tym jest…

BEATA IGIELSKA