„Dotyk marcepanowych marzeń” to pierwszy tom Lwowskiej opowieści Katarzyny Majewskiej – Ziemby.
Akcja rozgrywa się pod koniec lat 30. minionego wieku we Lwowie. Mimo iż dużo mówi się już o nadciągającej wojnie, nie wszyscy w to wierzą i żyją własnymi, codziennymi problemami.
Główną bohaterką jest dorastająca Rebeka. Wychowywana w surowym żydowskim domu, w którym ojciec decyduje o wszystkim, z pokorą przyjmuje rolę posłusznej córki. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać rażące różnice między pozycją kobiet i mężczyzn w swojej rodzinie.
Rebeka potrafi wspaniale gotować, ale nie ma gdzie rozwijać swoich umiejętności. Gdy pewnego dnia, za sprawą sympatycznej sąsiadki, dziewczyna dostaje szansę od losu, postawia ją wykorzystać, by zrealizować swoje marzenia.
Bunt przeciw ojcu oznacza wykluczenie z rodziny i skazanie na ostracyzm także ze strony żydowskich sąsiadów i znajomych.
Czy odważna decyzja dziewczyny okaże się losem na loterii, czy też życiowym błędem?
Tego, oczywiście, nie zdradzę. Dodam tylko, że losy głównej bohaterki śledzi się z zapartym tchem, niezmiennie jej kibicując, gdyż trudno nie polubić Rebeki.
Mamy okazję poznać nie tylko jej perypetie, ale i wewnętrzne przeżycia, częste rozterki, trudne wybory, radości i smutki.
Autorka bardzo ciekawie opisała przedwojenny Lwów jako wielokulturowe miasto, w którym mieszkańców jedne kwestie łączą, inne dzielą. Do głosu dochodzą też coraz częściej antysemickie nastroje, o czym Rebeka niejednokrotnie ma okazję się przekonać.
Oprócz wielu fikcyjnych postaci pojawiają się autentyczni bohaterowie i bohaterki. Przewijają się tu epizodycznie albo w rozmowach, ubarwiając akcję i podkreślając klimat powieści. A ten jest jedną z największych zalet książki.
Wędrujemy uliczkami Lwowa, odwiedzamy domy i mieszkania, bywamy w restauracjach, kawiarniach… Akcja prowadzi i do zamożnych, i do biednych dzielnic, sprawiając, że miasto urasta tu do rangi zbiorowego bohatera.
Trudno nie wspomnieć też o synestezyjnych opisach potraw i napojów, zwłaszcza słodkości, jakie pojawiają się na kartach powieści. Obok prostych smakołyków, mamy coraz bardziej wykwintne łakocie, więc nie radzę czytać z pustym żołądkiem.
Czytało mi się „Dotyk marcepanowych marzeń” z wielką przyjemnością, z emocjami i zainteresowaniem, tym bardziej, że całość napisana jest literackim stylem, z dbałością o szczegóły i historyczne tło. A to w literaturze cenię i lubię.
POLECAM z czystym sumieniem !!!
BEATA IGIELSKA

