MIŁOŚĆ i WOJNA

Nie czytałam pierwszej edycji „Chwili na miłość” Joanny Stovrag, więc sięgnęłam po tę książkę z zaciekawieniem, tym bardziej, że bardzo przeżywałam wojnę domową w byłej Jugosławii. Aż trudno uwierzyć, że minęło od jej wybuchu ponad trzydzieści lat… I że historia wciąż powtarza się w innych zakątkach Europy oraz świata.

Joanna Stovrag zaczyna swoją wspomnieniową opowieść od studenckich czasów, gdy trafiła się jej okazja kontynuowania nauki na zagranicznym stypendium.

Wyjazd z Krakowa do Sarajewa u schyłku polskiej komuny był jak podróż do raju. W Polsce – puste sklepy i szarzyzna, w Jugosławii – kolorowo i do kupienia wszystko, co się młodej kobiecie zamarzy.

Joanna, mieszkając w jednym z sarajewskich akademików, miała okazję poznać wielu rówieśników, nawiązać bliskie znajomości i przyjaźnie. Opisy tych spotkań, wspólnej nauki, imprez, zwiedzania miasta i okolic stanowią obszerne fragmenty pierwszej części książki.

Wraz z autorką przemierzamy ulice miasta, zaglądamy do sklepów, lokali, zabytków, bibliotek… Poznajemy także historię obecnej stolicy Bośni i Hercegowiny, od odległych czasów po XXI wiek.

Co ciekawe, wiele historycznych i politycznych problemów Joanna Stovrag ukazuje przez pryzmat konkretnych ludzi – właśnie swoich znajomych, dla których nie było istotne pochodzenie etniczne ani religia. Byli młodzi, żądni życia i przygód, łączyły ich plany oraz marzenia…

Wszystko to zniszczył wybuch wojny domowej w 1992 roku. Gdy to się stało, autorka była w Polsce, ale utrzymywała kontakt z koleżankami i kolegami, a przede wszystkim z młodym mężczyzną, w którym zakochała się ze wzajemnością.

Sejo, jej przyszły mąż, został w Sarajewie, nie przypuszczając, że ze studenta będzie musiał zmienić się w żołnierza. Był też dziennikarzem, którego gorące relacje ukazywały się m.in. w „Gazecie Wyborczej”.

Jeszcze przed oblężeniem miasta Joannie udało się wyjechać do Sarajewa i tam pobrać się z ukochanym. A potem wrócić do Polski. Kolejne lata wojny to już nieustanny koszmar, nerwy, ale i poświęcenie oraz odwaga. A także zaangażowanie w niesienie pomocy i współpraca z Waldemarem Milewiczem, jednym z najwybitniejszych polskich korespondentów wojennych.

Czyta się „Chwilę na miłość” z napięciem i dużymi emocjami, chociaż od początku ma się świadomość, że ukochany autorki przeżył wojnę i udało im się potem założyć szczęśliwą rodzinę, którą są do dziś.

Nie mieli tyle szczęścia inni bohaterowie opowieści. Ich losy potoczyły się bardzo różnie, a ci, którzy przed wojną byli dobrymi znajomymi, a nawet przyjaciółmi, niejednokrotnie stanęli potem do dwóch stronach barykad. Nieraz zostali do tego zmuszeni, innym razem sami dokonali wyboru.

Jonna Stovrag ukazuje, jak wielki złem jest wojna, zwłaszcza wojna domowa, w której brat zwraca się przeciw bratu.

Wojna nigdy jednak nie wybucha nagle i bez powodów. Tu mamy bardzo dobrze ukazane nacjonalistyczne podłoże, siłę niewyobrażalnej i podsycanej nienawiści, która ostatecznie doprowadziła na Bałkanach do rzezi, czystek etnicznych i ludobójstwa. Pod koniec XX wieku, w środku Europy. Przy milczącym przyzwoleniu innych krajów, których przywódcy wycierali sobie gęby sloganami i próbowali oczyścić sumienia nagłaśnianą pomocą humanitarną.

W książce nieustannie ścierają się dwie siły – wojna i miłość. W tej walce nie ma zwycięzców i nie ma dobrych rozwiązań. Każdy wychodzi z niej poraniony…

Dziś „Chwila na miłość” nabiera szczególnego znaczenia, zwłaszcza gdy jeszcze bliżej nas toczy się kolejna wojna – tym razem na Ukrainie.

Warto sięgnąć po bałkańską opowieść. Ocala ona pamięć o ofiarach i skłania do wielu refleksji. Na pewno nie jest to lekka lektura do poduchy, ale właśnie na tym polega jej siła.

BEATA IGIELSKA