Gdyby żył, dziś obchodziłby 92. urodziny – MAREK HŁASKO, autor wielu opowiadań i powieści, a także felietonów i scenariuszy filmowych, pisarz kultowy i owiany legendą.
Miłośnikom literatury na pewno nie trzeba go przedstawiać.
Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze czyta i pamięta prozę Hłaski oraz ekranizacje jego książek…
Poniżej co nieco ode mnie na temat mało znanej, chociaż wczesnej powieści pisarza – „Wilk” na druk musiał czekać ponad 60 lat (pierwsze wydanie ukazało się w 2015 r. nakładem Wydawnictwa Iskry).
„Wilka” poznałam w formie audiobooka, świetnie czytanego przez Marcina Kwaśnego.
Całość pochłonęłam z wielkim apetytem.
Najkrócej można powiedzieć, że „Wilk” jest powieścią o konkretnym bohaterze, Ryśku Lewandowskim, oraz o Marymoncie.
Losy głównego bohatera niezmiennie trzymają w napięciu, podobnie jak perypetie jego znajomych, sąsiadów i pozostałych postaci.
Autorowi udało się w przekonujący i klimatyczny sposób oddać ducha międzywojennej Warszawy, a konkretnie jednej z jej najbiedniejszych dzielnic.
Wyraziste i intrygujące są kreacje bohaterów. W pamięć zapadają także soczyste dialogi, barwna, plastyczna narracja, w której nie brak wulgaryzmów. Te jednak potrafią sąsiadować z lirycznymi opisami – cały Hłasko!
Przyznam, że gdybym nie wiedziała, iż „Wilk” należy do wczesnej twórczości Hłaski, trudno by mi było w to uwierzyć.
Powieść jest dojrzała, dopracowana, zarówno pod względem treści, jak i formy oraz języka.
Zastrzeżenia można mieć do socrealistycznego zakończenia. Długo zastanawiałam się, czy to propagandowy zabieg, czy z zimną krwią zaplanowany element o charakterze groteskowym.
Jest w tej kwestii o czym myśleć. A to właśnie uwielbiam – gdy książka wciąż siedzi we mnie, nie daje o sobie zapomnieć, swędzi, dręczy i uwiera…
Polecam szczerze!
BEATA IGIELSKA

