O literackich stereotypach małe co nieco…
Staram się nie ulegać stereotypom. A jednak gdzieś w podświadomości czai się myśl, że literatura czeska musi być zabawna.
Wzięło się to zapewne stąd, że moje pierwsze doświadczenia czytelnicze były właśnie pełne humoru. Pamiętam, jak zaśmiewałam się przed laty z przygód Dobrego Wojaka Szwejka, a obraz ten utrwaliła w dzieciństwie ekranizacja, która niezmiennie mnie bawiła.
Potem był czas na prozę Bohumila Hrabala i Karela Čapka. Musiało minąć trochę czasu w moim młodzieńczym życiu, zanim dostrzegłam w ich utworach także smutek, refleksje, a nawet tragizm, oraz drugie dno. Tak właśnie dojrzewa się i dorasta do lektury…
Od kilku lat w Polsce pozycję czeskiej humorystycznej literatury umacnia cykl Ostatnia arystokratka, a autor – Evžen Boček – szybko zaczął być kojarzony z prozą zabawną, śmieszącą absurdalnym dowcipem. Jeśli jednak dobrze wczytamy się w jego utwory, dostrzeżemy w niej także satyryczne, demaskatorskie rysy.
Gdy patrzę teraz na swoje czytelnicze przygody z czeską literaturą, dostrzegam w niej przede wszystkim śmiech przez łzy, na przykład w powieściach Petra Šabacha, który pod płaszczykiem zabawnych perypetii bohaterów opisuje i piętnuje absurdy komunistycznego systemu.
Kojarzy mi się też nierozerwalnie czeska literatura z humorem połączonym z lirycznością i realizmem magicznym, jaki stworzył Ota Pavel, wybitny, przedwcześnie zmarły pisarz i dziennikarz.
Ostatnio kilka osób przywoływało w naszej grupie wstrząsającą powieść „Wrony” Petra Dvořákovej. To zupełnie inne oblicze czeskiej prozy, po lekturze której długo nie można się otrząsnąć.
Różnorodna i bogata jest twórczość naszych południowych sąsiadów, z których wymieniłam tylko niektórych. I na pewno warto po nią sięgać.
BEATA IGIELSKA

