RECENZJA PREMIEROWA – książka ukazała się wczoraj nakładem Wydawnictwo Literackie
Poezja księdza Jana Twardowskiego towarzyszy mi od ponad czterdziestu lat, ale niezmiennie z zainteresowaniem sięgam po jego wydane pośmiertnie zbiory. I zawsze odnajduję w nich coś nowego.
Tak też było i tym razem, gdy czytałam liryki z tomu „Ocalić wzruszenie. Autobiografia poetycka”, wybrane przez Aleksandrę Iwanowską i opatrzone jej posłowiem.
To 210 tekstów, które powstawały na przestrzeni ponad siedemdziesięciu lat, od 1934 roku po rok 2006. Ostatni z wierszy, „Jezu, ufam Tobie” został napisany w szpitalu, w dniu śmierci poety. Prócz tego mamy tu utwór, który pierwszy raz ukazał się drukiem – to liryk bez tytułu zaczynający się od słów „Choć jedną chwilę dzieciństwa”, napisany około 1953 roku. Odnajdziemy w nim typowe dla autora odwołania do świata przyrody, zadumę i głęboką refleksję.
Właśnie te nawiązania do natury, niepozornej, drobnej, ginącej pod butem przechodnia, są charakterystyczne dla całej twórczości księdza Twardowskiego i odnajdziemy je również w wierszach z tego zbioru. To właśnie ta cecha kiedyś mnie zauroczyła i nauczyła patrzeć na świat z dystansu człowieka, który jest elementem przyrody i to wcale nie doskonałym; nauczyła zauważać piękno i głębię w elementach tylko pozornie niepozornych – sprzeczność ta, jakże częsta w poezji księdza Jana, przenosi się w umyśle odbiorcy także na głębszy grunt, gdyż uświadamia, jak wielką i ważką wartość stanowią małe radości. Obok małych smuteczków, wielkich tragedii, ale i bezmiaru szczęścia składają się na nasze życie.
W lirykach księdza Twardowskiego odnajdujemy jeszcze głęboką wiarę i Boga – to stałe elementy jego twórczości, nie tylko poetyckiej. Co ciekawe, autor potrafi tak o nich pisać, że przemawia przekonująco nawet do ateistów, czego ja jestem przykładem.
Dlaczego tak się dzieje? Bo autor nikomu nie narzuca swoich poglądów i refleksji. Jakże znamienny tytuł jego zbioru „Nie przyszedłem pana nawracać” zdaje się być jedną z myśli przewodnich jego liryki. Jan Twardowski nie musi bowiem nikogo przekonywać – do czytelnika przemawia mądrość i skromność poety, który niezmiennie łączy prostotę przekazu z głębią myśli.
Utwory zebrane w tomie „Ocalić wzruszenie” są bardziej i mniej znane. Odnajdziemy tu wiersze, które czyta się w szkołach (np. „Do moich uczniów”, „Sprawiedliwość”, „Mrówko ważko biedronko”), jak i te mniej popularne. Wszystkie one ułożone są w trzy bloki tematyczne dotyczące nieco innych zagadnień, każdorazowo w chronologicznej kolejności powstawania, dzięki czemu możemy obserwować, jak zmieniał się warsztat poety, chociaż trzeba przyznać, że już jako młodziutki twórca z Pokolenia Kolumbów pisał bardzo dojrzale.
Tematyka i problematyka wierszy jest też ściśle powiązana z posługą kapłańską, miejscem zamieszkania, poznawanymi ludźmi, zmieniającym się wokół światem… Bardzo ciekawe okazują się również utwory z ostatniej części – o charakterze autotematycznym, poświęcone tworzeniu, ale i dedykowane konkretnym osobom.
O zawartych w tym zbiorze wierszach można byłoby napisać książkę, ale najlepiej po prostu je przeczytać. To doskonała okazja i do tego, by zacząć swoją czytelniczą przygodę z liryką księdza Twardowskiego, i do tego, by ją sobie przypomnieć albo kolejny raz spotkać się z jej głębią, wrażliwością i ponadczasowością.
POLECAM SZCZERZE, tym bardziej, że zbiór jest pięknie, elegancko wydany !!!
BEATA IGIELSKA

