KARTKA Z KALENDARZA – 27 stycznia

17 lat temu zmarł JOHN UPDIKE, amerykański prozaik, eseista i poeta, autor wielu bestsellerowych powieści i zbiorów opowiadań (m.in. cykl o Króliku„Czarownice z Eastwick”, „Farma”, „Pary”, „Jarmark domu ubogich”, „Po kres czasu”, „Terrorysta”, „Miasteczka”).

Przeczytałam większość jego książek w polskim przekładzie. Największe wrażenie zrobiły na mnie „Miasteczka” i poniżej co nieco ode mnie na ten temat…

Tytułowe miasteczka to miejsca, w których od dzieciństwa do starości mieszkał główny bohater.
Poznajemy go już jako leciwego mężczyznę, który u boku drugiej żony spędza jesień życia. Co jakiś czas wraca on wspomnieniami do przeszłości i wtedy mamy okazję poznać go jako chłopca, potem nastolatka i wreszcie mężczyznę.

Życie Owena w dużej mierze uzależnione jest od praw rządzących małomiasteczkowymi społecznościami.

Ciągłe plotki, podpatrywanie sąsiadów, lęk przed utratą dobrej opinii kształtują jego osobowość, więc kiedy wreszcie udaje mu się wyrwać na studia, zachłystuje się wolnością w każdym jej przejawie.
Od tej pory jego życiem zaczynają rządzić własne potrzeby, wśród których znaczące miejsce zajmuje seks. To pociąga za sobą różne konsekwencje, o których jednak nie będę pisała, by nie zdradzić zbyt wiele z treści.

Losy Owena i jego bliskich oraz znajomych śledzi się z ciekawością. Równie interesujące są portrety mieszkańców małych amerykańskich miasteczek, na których autor nie zostawia suchej nitki.

Całość napisana jest wysokim stylem, w którym obok oryginalnych opisów znajdują się wulgaryzmy – im dalej, tym jest ich więcej.
Przyznam, że z czasem zaczęły mnie już nieco razić te nachalnie pojawiające się „kutasy”.

„Miasteczka” to jednak nie tylko opis życia Owena i ludzi, których spotyka on na swej drodze.
Autorowi udało się ukazać wewnętrzne dylematy bohaterów, ich trudne wybory, często spętane społecznymi konwenansami, oraz głębokie przeżycia – i to na pewno także atut tej powieści.

Na marginesie dodam jeszcze, że nie spotkałam się dotąd w literaturze z tak ciekawym i intrygującym opisem matematyki jako nauki, która może człowieka zachwycić (jako matematyczne beztalencie pierwszy raz chłonęłam takie opisy z zainteresowaniem).

POLECAM SZCZERZE !!!

BEATA IGIELSKA

(źródło zdj. – wikipedia)