Podróż bez końca

Pochłonęłam „Kanadę” jednym tchem. Na pewno nie jest to arcydzieło, jak głosi okładkowa reklama, ale książka zapada w pamięć i trzyma w napięciu niemal do ostatnich stron.

Rodzice piętnastoletniego Della trafiają do więzienia po tym, jak napadli na bank. Chłopak, chcąc uniknąć umieszczenia w rodzinie zastępczej albo jakiejś placówce opiekuńczej, wyrusza w samotną podróż i trafia do Kanady. Tam poznaje Arthura Remlingera, porywczego, posępnego mężczyznę, który skrywa wielką tajemnicę…
Richard Ford umiejętnie i podstępnie dawkuje emocje, sprawiając, że odwraca się kartki z wyczekiwaniem na kolejne zdarzenia. Na poznanie wszystkich szczegółów zapowiadanych na początku trzeba jednak poczekać.

Na uwagę na pewno zasługuje klimat powieści – trochę nawiązujący do książek Salingera Steinbecka.
Barwna jest i fabuła, i narracjaHumor miesza się tu z powagą i przyprawiającymi o dreszcze fragmentami.

Ciekawe są też postacie pokazane z perspektywy głównego bohatera, który – jako narrator – relacjonuje wszystko subiektywnie, raz porywająco, innym razem z nutą melancholii i zadumy.

Obok „Kanady” nie sposób przejść obojętnie. To książka dająca do myślenia, łącząca lekkość z powagą, a nie jest to łatwe.
Mam nadzieję, że kolejne książki autora zostaną przetłumaczone, bo zaintrygował mnie on i zachęcił do bliższego poznania swej twórczości.

POLECAM SZCZERZE !!!

BEATA IGIELSKA