Dawno nie czytałam prozy Julii Navarro, więc po jej książkę „Moje miejsce na ziemi” sięgnęłam z nadzieją na udaną lekturę. I nie pomyliłam się.
To napisana z ogromnym rozmachem, wielowątkowa powieść. Czyta się ją jednak szybko i z niesłabnącym przez niemal 770 stron zainteresowaniem.
Akcja zaczyna się po wojnie domowej w Hiszpanii. Poznajemy kilka rodzin mieszkających w Madrycie, ale na plan pierwszy wysuwają się perypetie młodych ludzi. To Fernando, Eulogio i Catalina, którzy dorastali w sąsiedztwie i przed wybuchem wojny stanowili zgraną paczkę. Teraz ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, gdyż rodzice stali po różnych stronach konfliktu.
Ważną rolę w powieści odgrywają matki, które niejednokrotnie muszą dokonywać trudnych wyborów i podejmować decyzje o przyszłości całej rodziny. To dramatyczne wydarzenia, które na mnie zrobiły ogromne wrażenie, tym bardziej, że poświęcenie jednej z bohaterek nie tylko nie zostaje docenione przez syna, ale kończy się konfliktem.
Wspomniana trójka przyjaciół postanawia uciec z ogarniętej powojennym chaosem Hiszpanii, jednak każdemu z nich przyświeca inny cel.
Jak potoczą się losy tych młodych ludzi? I czy ich przyjaźń przetrwa kolejną – tym razem najtrudniejszą – próbę ?
By poznać odpowiedzi na te pytania, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Z drugiej strony jednak wydarzenia toczą się tak szybko, a akcja obfituje w tak wiele niespodzianek, że pochłania się całość jednym tchem.
Mimo iż lektura tej powieści była zajmująca i pełna emocji, mam nieco zastrzeżeń do części fragmentów – nieraz wydawały mi się one zbyt sentymentalne i nieco telenowelowe. Nie popsuło mi to jednak radości czytania.
Julia Navarro kolejny raz udowadnia, że potrafi pisać zajmująco, barwnie, skupiając się nie tylko na perypetiach i przeżyciach wewnętrznych bohaterów, ale przestawiając ich losy na tle ważnych wydarzeń historycznych. A tło historyczne ukazuje wiarygodnie i ze znajomością faktów oraz szczegółów. W tym przypadku to nie tylko wojna domowa w Hiszpanii i jej konsekwencje, ale i późniejsze lata w Europie i na innych kontynentach.
Polecam szczerze – to idealna lektura na zimowe popołudnia i wieczory.
BEATA IGIELSKA

