Ponadczasowa, poruszająca proza

„Tyll” to powieść Daniela Kehlmanna, austriacko-niemieckiego pisarza, którego proza niezmiennie intryguje i ciekawi mnie od lat.

Tytułowy bohater pojawia się w każdym rozdziale, chociaż nie w chronologicznym porządku. Bo każdy rozdział to oddzielna opowieść. Tyll Ulenspiegel raz jest dzieckiem raz młodzieńcem, innym razem dorosłym…

Poznajemy go, gdy – jako znany kuglarz i linoskoczek – trafia ze swoją trupą do zabitej dechami dziury, do której nawet wojna trzydziestoletnia nie dotarła.

Bawi mieszkańców, ale też prowokuje, by ostatecznie doprowadzić do wielkiej awantury, której skutki są tragikomiczne. Kto jednak jest winien? Tyll czy wieśniacy?

Przyznam, że ten pierwszy rozdział, jakże demaskatorski, przypomniał mi jeden z najbardziej znanych fragmentów „Mistrza i Małgorzaty” M. Bułhakowa.

Wojna ostatecznie pojawia się jednak w książce. Jest krwawa, okrutna, jak każda wojna.

Najbardziej cierpią bezbronni cywile – kobiety, dzieci. Żołnierz zawsze może chociaż spróbować się bronić albo szybko i skutecznie odebrać sobie życie.

Tak naprawdę Tyll nigdy nie wysuwa się w tej powieści na pierwszy plan, ale dzięki jego obecności poznajemy wielu innych bohaterów. Są wśród nich ludzie źli i dobrzy (ci drudzy w mniejszości), są dziwacy, odmieńcy, szaleńcy. Najgorsi jednak okazują się religijni fanatycy i żądni władzy politycy (brzmi znajomo?).

Są też postacie wyjątkowe. Na mnie największe wrażenie zrobił pewien młynarz, miłośnik ksiąg, który za swoją pasję musiał zapłacić najwyższą cenę.

Książka Kehlmanna jest niepokojąca, ale bardzo wciąga. Przyznam, że nie była to łatwa lektura. Nie była lekka i przyjemna, ale dała mi wiele do myślenia.

Oczarowały mnie język, styl i klimat. Liryzm przeplata się tu z dosadnością, wrażliwość z okrucieństwem, piękno z brzydotą, powaga z czarnym humorem.

To powieść ponadczasowa i uniwersalna. Dziś szczególnie ważna – w kontekście wojny na Ukrainie, tego, co w ostatnich latach dzieje się w Polsce i Europie.

Nie czerpiemy już wody z rzek czy strumieni, nie rozpalamy ognisk krzesiwem…

Żyjemy nowocześnie. Ale czy lepiej, godniej?

Wciąż często nie mamy wpływu na decyzje różnych politycznych kurdupli i kreatur. Różnica polega na tym, że teraz to ludzie ich wybierają. I wciąż mają wybór.

„Tylla” można odczytać na wiele sposobów i na różnych płaszczyznach. Polecam z czystym sumieniem.

BEATA IGIELSKA