„Karczma Pod Rybim Łbem” to kontynuacja losów bohaterów „Kamienicy Schopenhauerów”, o której pisałam wczoraj. Anna Sakowicz kolejny raz sprawiła, że od książki trudno było mi się oderwać.
Od ostatnich wydarzeń mija kilkanaście lat. W życiu Friedy i Mathilde zaszło wiele zmian. Podobnie rzecz ma się z Robertem i Benem, przyjaciółmi i rzezimieszkami, którzy popadli w wielkie tarapaty. Gdy przypadkowo postacie się spotykają, dochodzi do bolesnych i trudnych konfrontacji, co jeszcze bardziej napędza akcję. A ta jest nieprzewidywalna, gdyż autorka wciąż raczy czytelników fabularnymi niespodziankami i nie oszczędza swoich bohaterów.
Ciekawie ukazane jest codzienne życie w dziwiętnastowiecznym Gdańsku oblężonym przez francuskie wojska. Gdy zaczyna brakować jedzenia, tylko nieliczni mieszkańcy nie cierpią głodu. Dla części z nich to właśnie tytułowa karczma okaże się zbawieniem, chociaż rozegrają się w niej również bardzo dramatyczne wydarzenia.
Anna Sakowicz przekonująco i ciekawie opisuje ludzkie losy i tło historyczne. Dużo tu synestezyjnych fragmentów – nieraz czujemy zapach potraw albo smród dusznych pomieszczeń, zimno, ból, a nawet strach bohaterów.
Na uwagę na pewno zasługują wszystkie kreacje postaci, ale na mnie największe wrażenie zrobiły portrety Friedy i Mathilde.
Całość napisana jest gawędziarskim, barwnym stylem, więc czyta się szybko i z emocjami.
BEATA IGIELSKA

