Więcej niż kryminał…

Gdy zaczęłam czytać „Październikową rdzę” Agnieszki Kuchmister, początkowo sądziłam, że będzie to klimatyczny kryminał, bo już od początku wyczuwa się w powieści specyficzną atmosferę. Szybko jednak okazało się, że ta proza to znacznie, znacznie więcej…

W 1996 roku Agata Kot, córka grabarza, trafia przypadkowo na ślad zaginionej siedem lat wcześniej Alicji Wicher. Próbuje na własną rękę rozwikłać zagadkę, nie przypuszczając, że zaczyna bardzo niebezpieczną przygodę i podróż w przeszłość…

Tak zaczyna się ta niesamowita opowieść, której akcja rozgrywa się w małym mieście Dolnego Śląska.

Od początku wyczuwamy niepokój i otacza nas aura tajemniczości, która stopniowo rozwija się w ciekawie zbudowaną historię – akcja przenosi nas w coraz bardziej odległą przeszłość, aż do początku XX wieku, by potem nagle powrócić do współczesności.

Poznajemy przodków bohaterów i powoli łączymy różne elementy, co przypomina układanie rozsypanych puzzli. Jest to intrygujące, ale i fascynujące, tym bardziej, że niezmiennie pozostajemy w świecie spowitym przez realizm magiczny – wszyscy, którzy lubią ten nurt w literaturze, na pewno będę usatysfakcjonowani.

Nie napiszę więcej o treści, bo byłoby to spojlerowanie, zapewniam jednak, że odkrywanie jej kolejnych pokładów to wspaniała przygoda czytelnicza.

„Październikowa rdza” porywa swoją tajemniczością, nieoczywistością i pięknym, urzekającym stylem.

Zakończenie bardzo zaskakuje i to także wielka zaleta tej powieści. Podobnie jak kreacje bohaterek i bohaterów – każdy ma tu swoją interesującą historię, nawet jeśli jest tylko postacią z dalekiego planu.

POLECAM SZCZERZE, przede wszystkim tym, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywka.

BEATA IGIELSKA