„Dobry Niemiec to martwy Niemiec” to powieść napisana lekko, mimo poważnej tematyki, więc czyta się ją szybko. Plusem narracji są też jej różne formy, od trzecioosobowej po spisywane przez jednego z bohaterów pamiętniki w formie listów do żony.
Przyznam, że początkowo obawiałam się, czy autor nie polegnie na temacie przyjaźni między młodym Warszawiakiem i niemieckim oficerem, bo to motyw nieco ograny i niebezpieczny, gdyż łatwo popaść przy nim w banał. Na szczęście Nikodem Pałasz stworzył opowieść zaskakującą, nieprzewidywalną (no, może z wyjątkiem kilku wątków), barwną i przekonującą.
Motywy, jakie kierują Niemcem, mogą wydawać się nierealne, jednak znam znacznie dziwniejsze historie wojenne i wiem, że wówczas mogło wydarzyć się wszystko, nawet to, co zdroworozsądkowo wydawać by się mogło absolutnie niemożliwe.
Wojna przynosi z sobą takie niespodzianki życiowe i tak bardzo gmatwa ludzkie losy, że nie uważam pomysłu pana Pałasza za niemożliwy.
Plusem są bohaterowie, wyraziści, przemawiający do wyobraźni czytelnika. Może są oni nieco schematyczni, lecz nie w sposób rażący i irytujący. Budzą w odbiorcy emocje, a to na pewno zaleta.
Powieść nie jest tylko historią niezwykłej przyjaźni. To również głos w dyskusji nad dobrem i złem, nad zbiorową odpowiedzialnością i pytaniem o to, czy istnieli tzw. dobrzy Niemcy. A jeśli tak, to jacy byli, co nimi kierowało, czy byli bohaterami, czy po prostu uczciwymi ludźmi?
Autor nie podaje odpowiedzi na tacy. Czytelnik musi znaleźć je sam, co nie jest trudne, zwłaszcza że podpowiedzią są liczne dialogi między głównymi bohaterami.
Czy jednak pozwalają one wraz z opisanymi zachowaniami postaci znaleźć jednoznaczną odpowiedź? O tym każdy musi przekonać się sam.
BEATA IGIELSKA

