„Dwie siostry” już 7. tom rewelacyjnej Sagi warszawskiej. Na każdą część czekam niecierpliwie (i już jestem ciekawa, czym autorka uraczy nas w ósmym tomie).
Tytułowe bohaterki to Joanna i Odetta Demelówny, które bardzo się różnią i wyglądem, i charakterem. Pierwsza jest poważną lekarką z misją, druga to egzaltowana i skupiona na swojej atrakcyjności studentka Akademii Sztuk Pięknych.
Losy oby sióstr związane są z młodym lekarzem, Stefanem Sucheckim, który – jak większość mężczyzn – urzeczony jest urodą Odetty. Szybko jednak przekonuje się, że Joanna to także kobieta, która robi wrażenie, tyle że swoją wiedzą, determinacją i nowoczesnymi poglądami.
Czy któraś z tych panien zwiąże swoje losy ze Stefanem? By poznać odpowiedź, trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo autorka – jak zawsze – zaskakuje nieprzewidywalną akcją.
A zdarzyć może się wszystko, bo w Warszawie, tak jak na całym świecie, szaleje grypa zwana „hiszpanką”, zbierając śmiertelne żniwo. Poza tym, mimo odzyskania przez Polskę niepodległości, w kraju wcale nie jest spokojnie. Ścierają się różne opcje polityczne, do głosu dochodzą nastroje antysemickie, a potem wybucha wojna polsko-bolszewicka, która ma duży wpływ na losy niektórych postaci.
Tło historyczne niezmiennie przeplata się z perypetiami fikcyjnych bohaterek i bohaterów. Oprócz nich spotykamy systematycznie autentycznych polityków, naukowców, artystów… Mamy okazję wysłuchać fragmentów przemówienia Józefa Piłsudskiego oraz wykładu Rudolfa Weigla. Pojawiają się też takie znamienne nazwiska jak: Eligiusz Niewiadomski, Feliks Dzierżyński, Tadeusz Rozwadowski, Siemion Budionny, Wacław Berent…
W ogóle dużo różnorodnych kontekstów odnajdujemy w „Dwóch siostrach”, także w narracji, w której mowa o tym, że „na zachodzie bez zmian”.
Autorka kolejny raz pisze też o sytuacji kobiet, które tym razem mają już prawo głosować w wyborach, ale nadal są dyskryminowane we wszystkich obszarach życia.
Wielu mężczyzn traktuje je lekceważąco, czego dowodem jest stosunek jednego z lekarzy do Joanny – nie tylko podważa on jej kompetencje, ale bezczelnie przypisuje sobie zasługi. A to właśnie ona jako pierwsza zauważa realne zagrożenie epidemii i wprowadza w szpitalu sanitarne obostrzenia.
Nawet w jej rodzinnym domu, ojciec – mimo że jest człowiekiem inteligentnym i postępowym – nieraz bagatelizuje poglądy córki.
Tak jak w poprzednich tomach sagi, i tutaj ważną rolę odgrywa miłość. Ma ona różne oblicza i przybiera różne formy – od rodzącego się powoli uczucia po szaloną namiętność. Jedni bowiem muszą dojrzeć do miłości, inni kochają spontanicznie i może nieco lekkomyślnie. Każdy z tych wątków jest jednak bardzo ciekawy i zaskakuje finałem.
Wielki plus należy się Aleksandra Katarzyna Maludy za kreacje postaci. Wszystkie one mają tu swoją mniejszą lub większą historię i wzbudzają w czytelnikach emocje. Trudno nie polubić obu sióstr, chociaż są jak ogień i woda, trudno nie współczuć biednej, spracowanej Władeczce, i trudno nie mieć ochoty wymierzyć solidnego kopniaka niejakiemu Janowi Wrońskiemu, a właściwie Lucjuszowi Paździerzowi, który się za niego podaje…
Lucuś to jedna z najbardziej intrygujących postaci w tej powieści. Ten samozwańczy rewolucjonista i dwulicowy karierowicz postanowił zostać komunistą bo w komunizmie …baby miały być wspólne. Baby w ogóle przesłaniają często świat Lucjuszowi, chociaż traktuje on je instrumentalnie. Czy w końcu to się na nim zemści? Nie zdradzę…
Z sylwetką Paździerza wiąże się też poczucie humoru, które – w połączeniu z satyrą – jest nieodłączną cechą Sagi warszawskiej (i twórczości autorki). Odniosłam wrażenie, że w tym tomie jest tego humoru, także w jego nieco rubasznym wydaniu, znacznie więcej niż w poprzedniej części, ale to (broń, Boże!) nie jest żaden przytyk. Autorka kolejny raz udowodniła, że potrafi zręcznie połączyć powagę z wesołością, a to bardzo trudne, bo łatwo w takich sytuacjach o przekroczenie granicy dobrego smaku.
W „Dwóch siostrach” dramatyzm sąsiaduje z lekkością, a dosadność potrafi przeplatać się z liryzmem. I daje to niesamowity efekt!
Kolejna zaleta tej prozy to jest klimat i dbałość o szczegóły. Wędrujemy znanymi i mniej popularnymi ulicami stolicy, widzimy na przykład, jak ulica Graniczna oddziela żydowską część miasta od reszty Warszawy; zaglądamy do prywatnych mieszkań i domów, zarówno tych dostatnich, jak i biednych; obserwujemy pracę personelu i cierpienia chorych w szpitalach…
Udajemy się też do Lwowa, by zobaczyć, co dzieje się w mieście zagrożonym wojenną nawałnicą…
A nad tym wszystkim unoszą się niezmiennie zapachy potraw, raz wykwintnych, raz prostych i ubogich, bo autorka znowu daje popis wiedzy kulinarnej, pobudzając wszystkie zmysły odbiorcy. Mięsne dania w ogóle nie nie interesują, ale zupa poziomkowa bardzo mnie zaintrygowała…
Mimo iż „Dwie siostry” to powieść obyczajowo-historyczna, jest ona wyjątkowo aktualna i ponadczasowa. Dla przykładu zacytuję w tym kontekście jeden z fragmentów, który szczególnie utkwił mi w pamięci:
„Swoboda rodzi tolerancję, a ta chroni przed tym, co jak trąd toczy ludzkość, przed różnymi nacjonalizmami czy totalitaryzmami. My, ludzie, wystrzegać się powinniśmy tych czarnych myśli i idei, bo one prowadzą ku wojnie i zagładzie”.
Na zakończenie dodam jeszcze – jako ciekawostkę – że w swojej powieści autorka zastosowała już nowe zasady polskiej ortografii. Jestem ciekawa, czy w trakcie czytanie znajdziecie taki przykład…
I – oczywiście! – POLECAM z sumieniem czystszym od górskiego powietrza.
BEATA IGIELSKA

