Powieść o niszczycielskiej sile wojny

•

„Umrzeć na wiosnę” to wstrząsająca powieść, której akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej na terenie Prus Wschodnich.

Friedrich i Walter to chłopcy, którzy przyjaźnią się od lat. Siłą zostają wcieleni do oddziału Waffen SS. Wynik wojny tak naprawdę jest już przesądzony, ale nikt nie mówi o tym głośno. Wśród mieszkańców wioski, chcących by koszmar już się zakończył, nie brak i takich, którzy wciąż wierzą w cudowną broń Hitlera.

Przyjaciele do nich nie należą. Chcą cieszyć się życiem, spotykać z dziewczynami, chodzić na potańcówki i wreszcie najeść się do syta. Te marzenia zostają przekreślone, a do prawdziwej tragedii dochodzi wtedy, gdy jeden z chłopców zostaje oskarżony o dezercję i skazany na rozstrzelanie. Wśród żołnierzy wykonujących wyrok ma być …jego przyjaciel.

Ta przerażająca sytuacja staje się punktem wyjścia do głębokich rozważań na temat niszczycielskiej siły wojny, która często pozbawia ludzi jakichkolwiek wyborów albo stawia w sytuacjach na miarę greckiej tragedii.

Ralf Rothmann trzyma czytelnika w napięciu od początku do końca swojej powieści. Mimo iż jest to literacka fikcja, wiarygodnie, rzetelnie i naturalistycznie oddaje klimat ostatnich wojennych miesięcy. Ukazuje też nastroje panujące i wśród cywilów, i żołnierzy.

Czyta się tę książkę ze ściśniętym sercem, niecierpliwie wyglądając finału. A jednocześnie z lękiem o losy bohaterek i bohaterów.

Całość napisana jest realistycznie, ale brak tu i lirycznych fragmentów. Nie jest ich wiele i może właśnie dlatego tak się wyróżniają w zderzeniu z potworną prozą życia. Piękna potrafi tu być tylko przyroda, nawet jeśli zimą i wczesną wiosną nie sprzyja ludziom…

„Umrzeć na wiosnę” często porównuje się do „Blaszanego bębenka” G. Grassa. I na pewno coś w tym jest, jeśli chodzi o ukazanie grozy i absurdu wojny, jednak klimat jest inny (co nie znaczy, że gorszy albo lepszy).

Polecam szczerze – przede wszystkim tym, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. O tej książce myśli się długo po odłożeniu jej na półkę.

BEATA IGIELSKA