Małe radości dają szczęście

Powieść Thomasa Montassera „Monsieur Jean szuka szczęścia” to pochwała życia – radości z drobiazgów. To również hymn na cześć bezinteresownej pomocy ludziom, zwłaszcza będącym w potrzebie.
Główny bohater to świeżo upieczony emeryt, który po wielu latach pracy w charakterze hotelowego konsjerża, cierpi na nadmiar wolnego czasu. Wszyscy nazywają go po prostu panem Jeanem i odnoszą się do niego z sympatią, gdyż nigdy nie dał się nikomu poznać ze złej strony.

Zawsze uprzejmy, uczynny, uśmiechnięty, przez kobiety uważany jest za wymierający gatunek dżentelmena, zaś przez mężczyzn – za wzór dyskrecji. Swoją wrażliwością i spostrzegawczością od dawna zadziwia nie tylko hotelowych gości i kolegów z pracy, ale i spotykanych przypadkowo na ulicach Zurychu ludzi.

Czy to możliwe, by taki ideał istniał w rzeczywistości? Kto w dzisiejszych czasach pieczołowicie pielęgnuje w sobie dobro i chęć czynienia go na co dzień w sposób bezinteresowny, a jednocześnie dyskretny, niczym tajemnicza ”niewidzialna ręka”? Przecież to brzmi jak baśń dla dorosłych – piękna, fascynująca, ale nierealna.

Pan Jean udowadnia jednak, że nie trzeba być czarodziejem ani miliarderem, by dzielić się z innymi. Czasem wystarczy po prostu drobny gest, przyjazne słowo, bukiet kwiatów zostawiony pod czyimiś drzwiami, podrzucony liścik z fragmentem wiersza czy misternie utkana intryga, która zbliża do siebie znudzonych małżonków albo pomaga emigrantce rozkręcić własny interes.

Były konsjerż, który wydaje się być aniołem w ludzkiej skórze, nie jest jednak człowiekiem przewidywalnym i jednoznacznym. Szybko okazuje się, że ukrywa on tajemnicę, która może go postawić w zupełnie innym świetle. Na rozwiązanie tej zagadki trzeba poczekać, ale warto uzbroić się w cierpliwość, bo ta fabularna niespodzianka jest jednym z największych atutów powieści.
Podobnie jest z innymi postaciami. Każdy bohater, nawet ten drugoplanowy czy epizodyczny, ma jakąś historię i ciekawą przeszłość. Autor, dzięki krótkim, ale finezyjnym charakterystykom, buduje zapadające w pamięć portrety, wśród których można znaleźć skłócone od lat przyjaciółki, młodego kieszonkowca, samotną wdowę, rozczarowaną żonę czy zapracowaną kelnerkę.

Powieść Motassera na pewno nie jest lekturą dla tych, którzy cenią jedynie akcję pędzącą z prędkością Pendolino. Tutaj płynie ona powoli, niczym kropla miodu po ściance słoika. Można ją smakować, cieszyć się niespiesznym czytaniem, raz snując refleksję, innym razem uśmiechając się przy dowcipnych sytuacjach albo dialogach.

Przyznam, że sięgając po tę książkę, miałam obawy, czy aby nie okaże się ona banalną opowiastką, niepoprawnie optymistyczną i głoszącą frazesy. Na szczęście, moje podejrzenia okazały się niepotrzebne, bo szybko dałam się porwać nastrojowi powieści przypominającej o ponadczasowych wartościach, które często umykają nam w codziennym, pełnym pośpiechu życiu.

BEATA IGIELSKA