Gdyby powieść Waltera Scotta „Piękne dziewczę z Perth” ubrana została w kostium narracji XXI wieku, mogłaby stać się bestsellerem na miarę powieści duetu Iny Lorentz – może i kiczowatym, ale poczytnym.
Tymczasem typowo romantyczna konwencja sprawia, że dzisiejszy czytelnik czasem czuje się znużony albo poirytowany egzaltowanymi wypowiedziami bohaterów. Na tle europejskich powieści romantycznych „Piękne dziewczę z Perth” wypada jednak znakomicie i jeśli czyta się ten utwór, sytuując go w kontekście historyczno-literackim, może być on udaną lekturą.
Jest w tej książce wszystko, co lubimy w pisanych obecnie powieściach historyczno-przygodowych: częste zmiany akcji, czarne i złe charaktery, wątki miłosne, awanturnicze perypetie, intrygi, pojedynki, pościgi, porwania… Są cudowne ocalenia, tajemnice przed lat, szlachetne czyny i niecne knowania. Jest piękna i idealna pod każdym względem białogłowa, o względy której zabiega kilku kawalerów (oraz jeden żonkoś – by było ciekawiej
).
Wydarzenia rozgrywają się w szkockiej scenerii, obfitującej w poranne mgły, deszcze, spowite grozą noce, ale i w urokliwe zakątki oraz bujne ogrody. Opisy przyrody przypominają typowe dla romantyków obrazy dzikiej i tajemniczej natury.
Całość napisana jest kunsztownym stylem, czasem bardzo podniosłym, dziś już archaicznym, ale wciąż zwracającym uwagę. Co ważne, język i wydarzenia nie są pozbawione poczucia humoru, co nadaje narracji lekkości.
Czyta się przyjemnie i z nutką tęsknoty za światem, którego nie ma już od bardzo dawna.
BEATA IGIELSKA

