Prawda, która boli

•

Na każdą powieść Żanety Pawlik czekam z niecierpliwością. Autorka nigdy mnie nie zawiodła i każdorazowo jej proza okazywała się interesująca, poruszająca i dająca do myślenia. Tak też jest w przypadku „Na dnie lustra”.

Główną bohaterką i narratorką jest Anita Wejnart, dziennikarka, która zbiera materiały do reporterskiej książki o adoptowanych dzieciach. Ten wybór nie jest przypadkowy – kobieta odkryła, że została porzucona przez biologiczną matkę, która zrzekła się praw rodzicielskich. Rodzina, do której trafiła jako niemowlę, nie stworzyła jej jednak bezpiecznego domu. Adopcyjny ojciec nadużywał alkoholu, awanturował się i bił żonę. Koszmar trwa nadal, chociaż mężczyzna pomieszkuje na działce. Matka Anity nigdy nie umiała mu się przeciwstawić i – kierowana wstydem przed opinia sąsiadów oraz znajomych – nadal tkwi w przemocowym małżeństwie, będąc współuzależnioną osobą.

Anita mieszka już sama, ma narzeczonego, ale nie potrafi odnaleźć w życiu spokoju i szczęścia. Od lat sama nadużywa alkoholu, nie chcąc przyznać się przed sobą samą, że ma z nim problem. Pragnie miłości, ale zdradza kochającego ją Michała i wciąż miota się między swoimi pragnieniami.

Przełomowym momentem w jej życiu stają się poszukiwania biologicznego ojca, który w akcie urodzenia oznaczony został jako „nieznany”. Droga do odkrycia prawdy, także na temat matki, która ją porzuciła, jest bolesna, dramatyczna i pełna zaskakujących niespodzianek. Przy okazji Anita zaczyna dostrzegać dziwne zagadki w przeszłości adopcyjnych rodziców. A ci nie chcą z nią rozmawiać o przeszłości albo radzą, by dała sobie z nią spokój.

Ważną rolę w życiu Anity odgrywa poznana przypadkowo Ewa, matka ciężko chorej dziewczynki. Nie zdradzę jednak, na czym polegają te relacje, by nie spojlerować.

Żaneta Pawlik kolejny raz odsłania przed czytelnikami skomplikowane relacje między ludźmi, tym razem sięgając do mrocznych zakamarków ludzkiego umysłu i udręczonej duszy.

W sposób bardzo realistyczny i przekonujący ukazuje proces uzależniania się od alkoholu oraz skutki nałogu, Nie robi tego jednak w sposób moralizatorski. Opisy perypetii Anity oraz jej bliskich poruszają do głębi. Na mnie szczególnie wrażenie zrobiły fragmenty w których główna bohaterka opowiada o tym, jak sięgnęła dna i czym to dno dla niej jest.

Jednocześnie powieść niesie nadzieję, pokazując, że warto walczyć o siebie i własne szczęście, o prawo do decydowania i panowania nad własnym życiem. Pisarka nie daje tu żadnej cudownej recepty. Przeciwnie – uświadamia, jak trudna i długa jest to droga. I ten realizm na pewno jest jednym z atutów powieści.

„Na dnie lustra” to kawał mocnej, bardzo dobrej prozy, która uwiera i każe myśleć o sobie nawet po odłożeniu książki na półkę. Z treścią i problematyką współgra tu język, który jest nieraz bardzo dosadny, wulgarny, ale ma to swoje uzasadnienie. Jednocześnie, obok tych ostrych fragmentów, odnajdujemy pełne refleksji, niemal liryczne frazy, na przykład na temat złożoności życia, naszych oczekiwań, marzeń oraz ich zderzania się z rzeczywistością. Wiele zdań można potraktować jako złote myśli – dojrzałe i kontemplacyjne.

POLECAM szczerze wszystkim, którzy cenią życiową, niebanalną prozę obyczajową.

BEATA IGIELSKA