KARTKA Z KALENDARZA – 25 maja

•

Dziś 88. rocznica urodzin Raymonda Carvera, amerykańskiego poety i prozaika, autora wieku opowiadań, z których najbardziej znany jest zbiór „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości”.

Cenię i lubię pióro tego pisarza, nie tylko dlatego, że chętnie sięgam co jakiś czas po krótkie formy (chociaż trzeba przyznać, że Carver opanował opowiadanie w mistrzowski sposób).

Właśnie wspomniany zbiór „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości” polecam najbardziej. Autor pisze oszczędnie, niemal sucho, a jednak w tej pozornej prostocie mieści się ogrom emocji.

Jego bohaterowie rozmawiają o sprawach codziennych — o związkach, samotności, zmęczeniu, alkoholu, niespełnieniu — ale pod zwyczajnymi słowami stale pulsuje napięcie.

Największą siłą tych opowiadań jest atmosfera niedopowiedzenia. Carver nie tłumaczy wszystkiego, nie prowadzi czytelnika za rękę. Pozwala mu samemu wsłuchać się w ciszę między zdaniami i dostrzec to, co bohaterowie próbują ukryć nawet przed sobą. Dzięki temu każda historia zostawia po sobie lekki niepokój i poczucie obcowania z czymś bardzo prawdziwym. To literatura, która działa bardziej emocją niż fabułą.

Autor z niezwykłą precyzją pokazuje ludzi zagubionych, próbujących nawiązać kontakt z drugim człowiekiem, choć często brakuje im języka, odwagi albo siły. W świecie Carvera nawet zwykła rozmowa przy stole może zamienić się w konfrontację z samotnością i rozczarowaniem.

Styl Carvera bywa określany jako minimalistyczny, ale nie jest ubogi. Wręcz przeciwnie: każde zdanie wydaje się starannie odmierzone, a oszczędność środków sprawia, że emocje wybrzmiewają jeszcze mocniej.

POLECAM SZCZERZE!

BEATA IGIELSKA

(źródło zdj. – wikipedia)