Dziś 54. urodziny JAROSLAVA RUDISA, czeskiego prozaika, dziennikarza, scenarzysty, aktora, muzyka. Człowiek-orkiestra!
Szkoda, że jego twórczość nie jest w Polsce powszechnie znana.
Na zachętę ode mnie co nieco na temat „Alei Narodowej”…
Aleja Narodowa w Pradze to dla Czechów szczególne, symboliczne miejsce – tu w 1989 roku doszło do zamieszek, tu zaczęła się aksamitna rewolucja.
Bohater i narrator w swoim długim monologu twierdzi, że tam był, jednak nie wyjaśnia, po której stronie barykady.
Vandam jest narodowcem. Ma syna i do niego kieruje w myślach swoje życiowe „nauki”. Trudno jednak tak naprawdę nazwać to dobrym wychowaniem, gdyż dla narratora liczy się przede wszystkim fizyczna siła (ksywka Vandam jest bardzo wymowna). Bohater lubi się zabawić, wypić, gadać z kumplami, którzy chętnie słuchają jego wspomnień o wyczynach z Alei Narodowej.
Dlatego należy się cieszyć, że nie ma kontaktu z nastoletnim synem i może jedynie wyobrażać sobie, co i jak by mu powiedział.
Zakończenie zaskakuje i okazuje się przewrotne.
Książka Jaroslava Rudisa to mocna proza, na pewno nie dla wrażliwych uszu.
Jest to jednak również szczere i krytyczne spojrzenie na współczesne Czechy i na Europę początku XXI wieku.
Vandam uosabia najgorsze cechy skrajnych prawicowców, których nie brak i w Polsce. Widzimy i słyszymy ich nie tylko w mediach. Dla jednych są rosnącym w siłę zagrożeniem, które przeraża. Dla innych to bohaterowie i idole. I to także jest zatrważające.
„Aleja Narodowa” daje wiele do myślenia i na pewno nie pozostawia czytelnika obojętnym.
BEATA IGIELSKA
(Źródło zdj. – wikipedia)

