Nowe wydanie powieści Marii Paszyńskiej „Instytut Piękności” w Wydawnictwo Książnica to doskonała okazja do przypomnienia tej książki i zachęcenia do lektury tych, którzy jeszcze nie przeczytali.
To powieść zainspirowana autentycznymi wydarzeniami – podczas II wojny światowej w okupowanej Warszawie znajdował się salon kosmetyczno-fryzjerski, w którym pomagano zmieniać wygląd żydowskim kobietom i dziewczętom ukrywającym się po aryjskiej stronie.
Również właścicielka i założycielka tego miejsca, Mada Walter, naprawdę istniała; z narażaniem własnego życia i życia swoich bliskich niosła pomoc Żydom uciekającym z getta. Pomagali jej w tym mąż i syn.
„Instytut Piękności” to powieść rządząca się swoimi prawami – mamy tu również fikcyjne postacie, ale ich losy są udziałem wielu mieszkańców stolicy i ludzi, którzy żyli podczas wojny.
Bardzo interesujące są perypetie bohaterek (bo większość stanowią kobiety). Na co dzień muszą zmagać się z bolesnymi wspomnieniami, strachem o siebie i bliskich, organizowaniem pożywienia i podstawowych środków potrzebnych do życia.
Autorka wiarygodnie i przejmująco ukazała czasy okupacji, a także relacje między kobietami, które wcale nie są łatwe. Zanim zaczną się one przyjaźnić, wiele przejdą, a z niektórych traum nigdy się nie otrząsną.
Powieść ma budowę klamrową – zaczyna się i kończy w latach 70. minionego wieku, gdy Matylda Walter odbiera w Instytucie Yad Vashem medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Jej wspomnienia i refleksje stanowią oś fabuły, od której trudno się oderwać.
Czytało mi się tę powieść szybko i z dużymi emocjami. Całość napisana jest ze znajomością tematu, w przejmujący, wzruszający sposób.
Autorka ukazała różne postawy wobec wojny i zła, od bezinteresownej pomocy po podłość i wyrachowanie szmalcowników. Robi to naprawdę duże wrażenie.
Polecam szczerze ![]()
![]()
(Grafika – materiały Wydawnictwo Książnica )
BEATA IGIELSKA

