KARTKA Z KALENDARZA – 4 sierpnia

•

82 lata temu w Powstaniu Warszawskim zginął KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI, mój ulubiony poeta.

Tworzył także prozę, grafiki, rysunki…

Był wyjątkowo utalentowany.

Miał zaledwie 23 lata.

Poniżej jeden z najbardziej znanych wierszy. Jeden z tych utworów, w których poeta przewidział swoją przedwczesną śmierć.

RODZICOM

A otóż i ma­cie wszyst­ko.

By­łem jak lipy sze­lest,

na imię mi było Krzysz­tof,

i jesz­cze cia­ło – to tak nie­wie­le.

I po ko­la­na bro­dząc w bla­sku,

ja mia­łem jak świę­ty prze­no­sić Pana

przez rze­kę zwie­rząt, lu­dzi, pia­sku,

w zie­mi brnąc po ko­la­na.

Po co imię ta­kie dzie­cin­ne?

po co, mat­ko, taki skrzy­deł po­krój?

Taka wal­ka, oj­cze, po co – ta­kiej wi­nie?

Od łez zie­mi krwa­wo mi, mo­kro.

My­śla­łaś, mat­ko: „On unie­sie,

on na­zwie, co boli, wy­tłu­ma­czy,

po­dźwi­gnie, co upa­dło we mnie, kwie­cie

– mó­wi­łaś – roz­kwi­taj ogniem zna­czeń”.

Oj­cze, na woj­nie twar­do.

Mó­wi­łeś pra­gnąc, za zie­mię cir­piąc:

„Nie po­znasz czło­wie­czej po­gar­dy,

udźwi­gniesz sła­wę cięż­ką”.

I po cóż wia­ra taka dzie­ci­nie,

po cóż dzie­dzic­two jak pło­mie­ni dom?

Za­nim dwa­dzie­ścia lat mi­nie,

umrze mu ży­cie w zło­cie­niach rąk.

A po cóż myśl taka jak so­sna,

za wy­so­ko gło­wi­ca, kie­dy pień tną.

A dro­ga jak­że tak pro­sta

gdy ser­ce nie­zdar­ne – proch.

Nie umiem, mat­ko, na­zwać, na­zbyt boli,

na­zbyt moc­no śmierć ude­rza ze­wsząd.

Mi­łość, mat­ko – już nie wiem, czy jest.

noz­drza roz­dę­te z da­le­ka Boga wie­trzą.

Mi­łość – cóż zro­dzi – nie­na­wiść, stru­ny łez.

Oj­cze, broń dźwi­gam pod kurt­ką,

po no­cach ciem­no – wal­czę, wia­ry więd­ną.

Oj­cze – jak to­bie – prócz wol­no­ści może i dzie­ło,

może i wszyst­ko jed­no.

Dzień czy noc – mat­ko, oj­cze – jesz­cze usto­ję

w trza­ska­wi­cach palb, ja żoł­nierz, po­eta, cza­su kurz.

Pój­dę da­lej – to od was mam: śmier­ci się nie boję,

da­lej nio­sąc na­rę­cza pra­gnień jak spa­lo­nych róż.

BEATA IGIELSKA

(źródło zdj. – wikipedia)