Ważna i potrzebna książka

•

„Miniatury obozowe” Jana Szembeka to wyjątkowa książka – autor spisał swoje wojenne wspomnienia w drugiej połowie lat 50. minionego wieku, ale ujrzały one światło dzienne dopiero w ubiegłym roku, gdy zostały wydane nakładem gorzowskiego oddziału Związku Literatów Polskich. A wszystko to dzięki córce autora, Maria Borcz, oraz Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk, prezesce ZLP w Gorzowie Wlkp. i dziennikarce Radia Plus Gorzów.

Jak głosi podtytuł, wspomnienia dotyczą przede wszystkim gehenny w trzech obozach koncentracyjnych (w Auschwitz, Birkenau i Oranienburgu), jednak poznajemy także okoliczności aresztowania autora w 1942 roku w Tarnowie, przetrzymywania go w tamtejszym więzieniu i torturowania podczas przesłuchań.

Szczególne wrażenie w tym kontekście robią przeżycia więźnia, który wciąż boi się o swoją ciężarną żonę, Wandę i małą córeczkę. Nadzieja na to, że odnajdzie je żywe i doczeka się ujrzenia nowych córek – bliźniaczek, pomagała mu przetrwać w obozach.

Piekło hitlerowskich lagrów autor opisuje we wstrząsający sposób. Mimo iż jego styl łączy cechy literackiego języka i reporterskiej relacji, nie znajdziemy tu upiększeń czy patosu. Nawet gdy Jan Szembek pisze o godności, honorze i dumie z bycia polskim żołnierzem, nie popada w pompatyczne tony, pisze rzeczowo, oszczędnie, ważąc każde słowo.

W obozie, jego zdaniem, form buntu było przeżycie kolejnego dnia.

„Miniatury obozowe” to zaledwie niespełna 90 stron. Tylko tyle i AŻ tyle. Świadomość tego, że czyta się prawdziwe historie, których autor był ich uczestnikiem i świadkiem, sprawia, że bardzo przeżywa się lekturę książki.

To ważna i cenna publikacja, bo wyszła spod pióra byłego więźnia, który po wojnie niechętnie rozmawiał o swoich obozowych doświadczeniach i nigdy nie odzyskał pełni zdrowia po przeżytym koszmarze.

Dobrze, że ta książka się ukazała, bo jest tylko w przejmującym, realistycznym dokumentem, ale także upamiętnia i te ofiary, które poznajemy tu z imienia i nazwiska, i te bezimienne, najliczniejsze.

W świecie, w którym jesteśmy obecnie zasypywani różnymi produktami pseudoliterackimi i grafomanią spod znaku holo-polo, ta książka jest prawdziwym skarbem i zachęcam do jej przeczytania. Naprawdę warto.

(Dodam jeszcze, że bardzo dobrym pomysłem jest szata graficzna – przez tekst na wszystkich stronach przebiega grafika w postaci drutu kolczastego – bardzo wymowna i symboliczna, co potęguje wrażenia z lektury)

BEATA IGIELSKA