Lektura „Ludzi stamtąd” jest poruszająca, ale niezapomniana i mocno zapisała się w mojej pamięci – zarówno ze względu na tematykę, jak i kunsztowny język.
Bohaterami opowiadań Marii Dąbrowskiej są zwykli ludzie, mieszkańcy wsi z początku minionego wieku. To fornale, parobcy, służące pracujące u swoich dziedziców, a także biedota utrzymująca się z dorywczych prac i tego, co uda się wyhodować na własnym kawałku najczęściej niezbyt żyznej ziemi.
Mamy tu też postacie wzbudzające litość kalectwem, szpetotą, chorobami oraz samotnością, która najczęściej jest efektem społecznego odrzucenia i wyszydzania.
Dąbrowska pisze o swoich bohaterach realistycznie, nawet naturalistycznie, ale łączy ten nurt z niesamowicie barwnym, bogatym językiem, momentami prawie lirycznym stylem. Jest tu dużo ekspresji, emocji, czasem jednak pisarka puentuje coś zaledwie jednym, ale jakże trafnym i przemawiającym do odbiorcy zdaniem.
Mieszkańcy wsi przeżywają swoje smutki i radości, kochają i chcą być kochani, nawet jeśli sprowadzają to uczucie tylko do pożądania; są spragnieni bliskości drugiego człowieka i zrozumienia, ale na to akurat rzadko mogą liczyć.
Niezmiennie marzą o lepszym jutrze i wyrwaniu się z nędzy.
Rytm ich życia wyznaczają pory roku i święta, a także rodzinne zdarzenia, np. czyjaś śmierć, narodziny, wesele…
Dąbrowska mistrzowsko opisuje świat przedstawiony w tym zbiorze opowiadań (z których część dzięki otwartym zakończeniom przypomina nowele). Jest nie tylko wnikliwą, dojrzałą obserwatorką, ale i wirtuozem słowa, a to niezwykle trudne i zdarza się rzadko.
Na pewno warto sięgnąć po tę już zapomnianą książkę, gdyż dostarcza ona niezapomnianych wrażeń i naprawdę bardzo zapada w pamięć.
BEATA IGIELSKA

