Nietuzinkowa opowieść o miłości, muzyce i tęsknocie

•

Powieść Takisa Würgera dotarła do mnie wczoraj. Od razu zaczęłam czytać i …utonęłam w klimatycznej historii.

Niestety, musiałam odłożyć lekturę na wieczór, więc nietrudno domyślić się, że noc upłynęła pod znakiem „Jeszcze tylko jeden rozdział…”. Skończyłam czytać o 3.00. ale z emocji nie mogłam zasnąć…

Mimo iż odłożyłam już książkę na półkę, wciąż mieszka we mnie jej treść i niesamowita aura towarzysząca lekturze.

Cieszę się, że mogę napisać tę recenzję akurat w Światowym Dniu Muzyki, bo właśnie muzyką przesycona jest proca Takisa Würgera i słychać ją nawet wówczas, gdy nikt z bohaterów nie gra na żadnym instrumencie.

Akcja rozgrywa się w Niemczech i zaczyna w czasach, gdy walutą były jeszcze marki.

Fritzi Prager zachodzi w ciążę podczas pobytu we Włoszech i rodzi dziecko przed maturą. Na świat przychodzi wątły chłopczyk – Hannes. Od początku jest tak cichy, że zaczyna to budzić niepokój lekarzy. Jednocześnie malec żywo reaguje na otaczające go dźwięki.

Gdy Hannes ma kilka lat, trafia wraz z matką do zniszczonej willi na torfowisku w rezerwacie przyrody. Wkrótce dołącza do nich Güneş z córką Poliną. Kobiety poznały się w szpitalu po porodzie i połączyła je bliska więź.

Wspólne wychowywanie dzieci matki godzą z pracą, gdyż maluchami zajmuje się w tym czasie właściciel domu. Heinrich jest starszym i nieco zdziwaczałym mężczyzną. Nowi lokatorzy wnoszą w jego życie powiew świeżości.

To on odkrywa, że Hannes ma muzyczny talent i staje się pierwszym nauczycielem gry na pianinie. Uczeń jednak szybko przerasta mistrza i zaczyna nieświadomie komponować. Dźwięki widzi i słyszy wszędzie, a jego wrażliwość przekłada się także na uczucie do Poliny. Wspólne dorastanie opiera się na przyjaźni, ale z czasem rodzi się też miłość…

Niestety, rodzinna tragedia sprawia, że Hannes porzuca grę i zaczyna nowe życie. Jednak nawet gdy nie gra, słyszy muzykę. I niezmiennie tęskni za Poliną. To właśnie ona staje się miłością jego życia.

Po latach bohater postanawia odnaleźć i odzyskać ukochaną właśnie za sprawą muzyki.

Czy mu się to uda? – to pytanie zadajemy sobie niezmiennie aż do ostatniej strony.

„Dla Poliny” to piękna, pełna wrażliwości opowieść o wielkiej miłości do kobiety i do świata dźwięków. To również historia przyjaźni, straty, żałoby, powolnego odradzania się i odnajdywania swojego miejsca w świecie.

Całość opowiedziana jest niezwykle subtelnie, a jednocześnie emocjonalnie, chociaż autor bardzo waży każde słowo – nie odnajdziemy tu barokowych opisów; to, co ujmuje, oparte jest na połączeniu ekonomii słowa i metaforyki, oszczędnej, lecz bardzo oddziałującej na wszystkie zmysły odbiorcy. Zwłaszcza na słuch, bo dźwięki aż emanują z tej prozy.

Niezwykła jest ta synestezja. Dawno nie czytałam książki, która aż tak bardzo pochłonęłaby moją uwagę, poruszając do głębi.

Autor stworzył piękny portret głównego bohatera, ale wspaniałe są również kreacje postaci drugoplanowych, a nawet epizodycznych. Każdy ma tu swoją mniejszą lub większą historię, każdy zasługuje na opowieść.

Bardzo spodobało mi się też przenikanie się dwóch światów – tego realistycznego, w którym Hannes żyje i którego zasady odczuwa boleśnie, także w sensie fizycznym, oraz tego niewidzialnego, ukrytego w sercu i umyśle bohatera.

Polecam powieść „Dla Poliny” wszystkim, którzy lubią i cenią nietuzinkowe, klimatyczne i dające do myślenia historie.

(Po lekturze można zeskanować aplikację znajdującą się w książce, by posłuchać, co gra w duszy bohaterom – to taka ciekawostka i niespodzianka)

BEATA IGIELSKA