„Stalker” to pierwsza powieść Soni Rosy, jaką miałam okazję przeczytać. Pochłonęłam ją szybko i z zainteresowaniem, ale po lekturze mam mieszane uczucia.
Patrycja Prus jest pisarką i autorką poczytnych kryminałów. Podczas jednego ze spotkań autorskich jej uwagę zwraca przystojny mężczyzna. Borys okazuje się ujmujący, nieco tajemniczy, ale po spotkaniu nagle znika, co dziwi i rozczarowuje bohaterkę. Atrakcyjny blondyn wpadł jej bowiem w oko i zaintrygował tym, jak bardzo wpatrywał się w nią podczas spotkania.
Poza tym to pierwszy facet, który tak magnetycznie podziałał na Patrycję od tragicznej śmierci jej narzeczonego.
Po jakimś czasie Borys znów pojawia się na horyzoncie, ale radość z tego psują pisarce dziwne, głuche telefony oraz inne niepokojące zdarzenia. Wszystko wskazuje na to, że ktoś próbuje ją zastraszyć i w dodatku zna jej przeszłość.
Czy to nowy znajomy? Czy ktoś dobrze znany Patrycji?
Podejrzenia się mnożą, aż dochodzi do dramatycznego spotkania, które przeradza się w koszmar…
I wtedy robi się nie tylko bardzo niebezpiecznie, ale i coraz bardziej ciekawie!
Co zatem sprawiło, że mam mieszane uczucia po przeczytaniu całości?
Przede wszystkim to, że w drugiej połowie thrillera, akcja zaczęła się rozłazić jak prujący się szew. Do pewnego momentu sądziłam, że to celowy zabieg i że wprowadzając nowe wątki, autorka przygotowała jakąś fabularną bombę, ale potem odniosłam wrażenie, jakby kreacja Patrycji zaczęła się rozmywać – tak jakby pani Rosa nie miała pomysłu na sfinalizowanie jej losów.
Zakończenie, na które czekałam niecierpliwie, zaskoczyło mnie, ale i rozczarowało.
Nie da się jednak ukryć, że akcja biegnie tu szybko, a całość napisana jest dynamicznie, co sprzyja szybkiej lekturze.
Plusem są też rozważania bohaterki na temat kobiet jako ofiar przemocy ze strony mężczyzn oraz – co też bardzo ważne – na temat reakcji otoczenia i tzw. opinii publicznej na dramat pokrzywdzonych. Widać, że w tej kwestii Sonia Rosa zaangażowała się jako pisarka emocjonalnie, nadając głębszy wymiar powieści, która dzięki temu staje się czymś więcej niż tylko thrillerem jedynie podnoszącym czytelniczą adrenalinę.
I właśnie z tym przesłaniem jakoś dziwnie zderza mi się zakończenie… (niestety, nie mogę napisać więcej na ten temat, by nie spojlerować).
Czy polecam? Tak – jako przerywnik między bardziej wymagającymi lekturami. I jako powieść – ostrzeżenie.
BEATA IGIELSKA

