Ostatnie dni katarów

•

Powieść „Wrota popiołów” ukazała się 13 października nakładem Zysk i S-ka Wydawnictwo

Kamila Cudnik podbiła moje czytelnicze serducho Trylogią toruńską, w której udowodniła, że potrafi wspaniale łączyć literacką fikcję z historią. Podobnie jest we „Wrotach popiołów”, mimo iż akcja rozgrywa się w innych czasach i w innym miejscu.

Jest rok 1224. W kasztelańskim zamku na południu Langwedocji rodzi się Escla, najmłodsza córka pana de Pereille’a. Dziewczynka wychowuje się z Jordanem, sierotą, przygarniętym przez kasztelana. Łatwiej jej się porozumieć z chłopcem starszym zaledwie o kilka lat niż z siostrami, które już są prawie pannami na wydaniu.

Kasztelański zamek znajdujący się na szczycie góry Montségur jest od lat siedzibą katarów. W świat spokojnie żyjących ludzi stopniowo wkrada się polityka, by ostatecznie uderzyć z wielką siłą. Katarzy zostają uznani za heretyków, a zamek w 1244 roku zostaje oblężony. Mieszkańcy mają do wyboru: bronić się do upadłego lub poddać. Poddanie oznacza jednak wyrzeczenie się wiary, chociaż ma gwarantować wolność.

Przed trudną decyzją staje przede wszystkim pan de Pereille, który czuje się odpowiedzialny za swoją rodzinę, i za poddanych.

Bo wybierze? I jak potoczą się losy bohaterek i bohaterów, w tym już dorosłej Escli i jej przyrodniego brata?

Powieść trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Pozostawia także czytelnika z apetytem na więcej, tym bardziej, że „Wrota popiołów” to pierwszy tom cyklu Saga zapomnianych.

Autorka ciekawie i ze znawstwem tematu opisuje burzliwe tło historyczne trzynastowiecznej Francji, targanej wewnętrznymi waśniami, religijnymi wojnami i nienawiścią skierowaną do innowierców.

Poznajemy codzienność mieszkańców zamku, a także perypetie najstarszej córki kasztelana, która po wyjściu za mąż opuściła rodzinną siedzibę. Losy postaci są skomplikowane, pełne niespodziewanych zdarzeń, często okraszonych cierpieniem i rozczarowaniem. Jest tu jednak także miejsce na nadzieje, marzenia, ambitne plany oraz na zemstę.

Bardzo interesująco ukazane zostały kobiety, które odgrywają w powieści znaczącą rolę, jakby na przekór czasom, w których żyły i które skazywały je na życie w cieniu mężczyzn. Tak naprawdę jednak wszystkie kreacje zasługują na uwagę, tym bardziej, że każdy ma tu swoją mniejszą lub większą historię, każdy staje przed trudnymi wyborami i musi podejmować ważkie decyzje, od których nieraz zależy życie wielu ludzi.

Akcja jest pełna niespodzianek, co na pewno sprzyja szybkiej lekturze, tym bardziej, że pisarka nie oszczędza bohaterek i bohaterów.

Czytało mi się „Wrota popiołów” z wielką przyjemnością i z zainteresowaniem, mimo iż historia katarów, także tych z Montségur, jest mi dobrze znana.

Autorka potrafi zauroczyć nie tylko treścią, ale i stylem, który jest barwny, dynamiczny i wspaniale wprowadza w klimat epoki.

POLECAM szczerze – nie tylko miłośnikom powieści historycznych. Pod wieloma względami powieść jest aktualna, a jej przesłanie wpisuje się także w naszą rodzimą, współczesną rzeczywistość, bo – mimo upływu wieków – pewne cechy i zachowania ludzi oraz mechanizmy władzy – aż tak bardzo się nie zmieniły.

BEATA IGIELSKA