Przemoc rodzi przemoc

Po każdą powieść Wojciecha Chmielarza sięgam z nastawieniem na udaną lekturę. Tak też było w przypadku „Złotowłosej”, która ukazała się 15 października.

Już od pierwszych zdań akcja trzyma w napięciu – gdy dowiadujemy się, że Urszula została napadnięta w miejskim parku przez …niedźwiedzia.

Sytuacja wydaje się dziwna i absurdalna, tym bardziej, że bohaterka odzyskuje przytomność w jakimś ciemnym, zamkniętym pomieszczeniu. Jest poobijana, głodna i przerażona. Jakby tego było mało, słyszy głos znajomej. Problem w tym, że Malwina nie żyje.

Wraz z Urszulą zastanawiamy się, jak i dlaczego trafiła do piwnicy. Gdy zaczynamy odkrywać prawdę, początkowo może to wydawać się proste. Też tak pomyślałam i zaraz w myślach dodałam: „Za proste jak na Chmielarza. Czyżby zaczął odcinać kupony?”…

Na szczęście okazało się inaczej, bo autor tradycyjnie przygotował dla czytelników sporo fabularnych niespodzianek.

Równolegle z obfitującą w retrospekcje historią Urszuli poznajemy szkolne i rodzinne perypetie pewnego nastolatka.

Co te wątki mają wspólnego? – zastanawiamy się podczas lektury. Na odpowiedź trzeba jednak poczekać.

„Złotowłosa” obfituje w sceny przemocy fizycznej i psychicznej. Nie dzieje się tak jednak bez przyczyny. Nie jest to bowiem prymitywne epatowanie mocnymi opisami, by tylko podnieść czytelniczą adrenalinę. Ma to swój powód, o którym jednak nie napiszę, by nie spojlerować.

Powieść Chmielarza kolejny raz nie opiera się jedynie na kryminalnej intrydze. Kluczem do bieżących wydarzeń jest przeszłość bohaterów, co także często pojawia się w prozie pisarza.

Niewątpliwym plusem znów jest podejmowanie przez autora ważnych tematów. To między innymi przemoc w szkole i w rodzinie, społeczne odrzucenie, samotność wśród ludzi…

Kolejna zaleta to kreacje postaci – bardzo wyraziste, nieraz niejednoznaczne, dynamiczne.

Bardzo dobrze opisane są ich wewnętrzne przeżycia, emocje, decyzje. Lubię i doceniam te portrety psychologiczne, jakie tworzy Chmielarz w swoich powieściach.

Całość czyta się bardzo szybko, właściwie to połyka się jednym tchem. I nie odkłada się potem książki na półkę, zapominając o jej treści po kilku dniach. O bohaterach i wydarzeniach myśli się jeszcze długo…

POLECAM SZCZERZE !!!

BEATA IGIELSKA