12 lat temu zmarła DORIS LESSING, wybitna angielska pisarka urodzona w Iranie, laureatka literackiej Nagrody Nobla, autorka wieku powieści, opowiadań, wspomnień…
Moja przygoda z jej twórczością zaczęła się przed laty, gdy przeczytałam „Piąte dziecko” i zaraz potem „Podróż Bena” – długo nie mogłam dojść do siebie po lekturze.
Właściwie nigdy czytanie prozy Doris Lessing nie było dla mnie lekkie, łatwe i przyjemne, głównie ze względu na problematykę i gamę emocji. Jednocześnie jednak wciąż z magnetyczną siłą jej książki mnie przyciągały i nadal przyciągają.
Niektórych powieści i zbiorów opowiadań do tej pory nie poznałam. Czekają na półce na swoją kolej, bo muszę mieć na spotkanie z nimi odpowiedni nastrój.
Jeśli nie czytaliście jeszcze tej wybitnej prozy, to zachęcam do tego. Moim zdaniem, najlepiej zacząć od „Dobrej terrorystki”.
To ciekawie i dynamicznie pokazany portret kobiety niebędącej terrorystką, ale chcącej nią być.
Tytułowa bohaterka z jednej strony od lat jest anarchistką, brzydzi się tzw. klasą średnią, z której sama się wywodzi, gardzi mamoną i ludźmi gromadzącymi majątek; z drugiej strony – sama bez pieniędzy obejść się nie potrafi i nie ma skrupułów domagać się ich od swoich bliskich, na których wiesza psy.
Nie można jednak odmówić jej empatii, altruizmu i niewyczerpanej energii.
Dla mnie to postać ambiwalentna, pełna sprzeczności, o bardzo zagmatwanej psychice. Wzbudza jakąś nutę współczucia i sympatii.
Zupełnie inaczej na jej tle wypadają pozostali bohaterowie – bardzo chwiejni, często dziecinni i naiwni, roszczeniowi i egoistyczni.
BEATA IGIELSKA

