„Portrecista psów” to debiutancka powieść Wojciecha Chamiera – Gliszczyńskiego. Sięgając po nią, nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale skusiła mnie rekomendacja na okładce. Poza tym Wydawnictwo Czarne nigdy mnie nie zawiodło…
Akcja rozgrywa się na początku lat 20. minionego wieku na Pomorzu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w kraju wiele się dzieje. Są tacy, którzy korzystają na zakończonej niedawno wojnie, twierdząc, że zaginęły ich dokumenty.
Nową tożsamość wyrabia sobie także główna bohaterka i narratorka. To sprytna paserka z bogatą przeszłością kryminalną, morderczyni i bezwzględna oszustka. Dzięki kolejnemu przekrętowi przejmuje zakład fotograficzny należący jeszcze niedawno do niemieckiego właściciela.
Ponieważ nie zna się na fotografii, zatrudnia młodego Martina, który – podobnie jak ona – ma wiele do ukrycia. Mężczyzna robi wspaniałe zdjęcia, ale ma też nietypowe hobby – najchętniej uwiecznia w kadrze martwe psy, uważając, że wówczas wyglądają idealnie i można je dowolnie upozować.
Dzięki temu makabrycznemu talentowi Martin i jego szefowa rozkręcają interes. Szybko się dogadują, mimo iż bardzo się różnią. Z czasem rozszerzają zakres usług, ale wtedy robi się wyjątkowo niebezpiecznie…
Opowiadana przez narratorkę historia obfituje w nagłe zwroty akcji i niesamowite, niemal surrealistyczne niespodzianki.
Przypomina pełną groteski i czarnego humoru wieść łotrzykowską, ale jednocześnie ukazuje w realistyczny, a nawet naturalistyczny sposób pierwsze lata niepodległości Polski.
Bohaterka skupia się przede wszystkim na życiu półświatka, bo w takim środowisku dorastała i nadal przebywa, ale mamy okazję poznać też inny świat.
Bardzo ważną rolę pełnią retrospekcje, dzięki którym poznajemy wiele ważnych, zaskakujących wydarzeń z przeszłości i głównych, i drugoplanowych postaci.
Wszystkie one są ciekawie, intrygująco wykreowane. Właściwie nie ma tu uczciwych ludzi, a jeśli gdzieś się pojawiają, to okazuje się, że nie pasują do opisywanego świata.
W powieści aż roi się od wszelkiej maści złoczyńców, łotrów, dziwaków… I od zaskakujących sytuacji przesiąkniętych złem.
Pod tym płaszczykiem kryje się jednak drugie dno, pełne rozważań na temat ludzkiej psychiki i natury, skłonności człowieka do zła, walki łajdactwa z uczciwością…
Całość napisana jest barwnie, dynamicznie i synestezyjnie, co niesamowicie oddziałuje na czytelnika.
Zanurzenie się w świecie „Portrecisty psów” to ciekawe doświadczenie czytelnicze.
Jest w tej powieści dużo emocji i magnetyzmu, przez co trudno oderwać się od lektury.
BEATA IGIELSKA

