KARTKA Z KALENDARZA – 25 listopada

74 lata kończy dziś ARTURO PEREZ-REVERTE, hiszpański powieściopisarz, felietonista i dziennikarz.

Rozczytuję się w jego książkach od ponad dwudziestu lat i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by jego proza mnie rozczarowała.

Poniżej co nieco ode mnie na temat książki „Mężczyzna, który tańczył tango”.

To powieść zmysłowa, utrzymana w tajemniczej aurze, początkowo pełna niedopowiedzeń, które poznajemy stopniowo w trakcie lektury.

Przyznam, że początkowo fabuła nie wydała mi się interesująca, jednak w miarę czytania moje emocje wzrastały, by w końcówce przyprawić mnie o nerwową wysypkę

Perez-Reverte w pasjonujący sposób opowiada o dziwnej, niebezpiecznej, przesyconej erotyką grze, jaka łączy bohaterów.

Podobnie jak w „Szachownicy flamandzkiej” pisze o szachach w sposób, który potrafi zaintrygować nawet dyletantów w tej dziedzinie.

Sporo miejsca, co oczywiste, autor poświęcił tangu jako tańcowi dynamicznemu, namiętnemu i zmieniającemu się na przestrzeni lat.

Powieść ta to również ciekawy i głęboki portret psychologiczny tytułowego bohatera, który początkowo jawić się może tylko zwykłym fordanserem i żigolakiem. W trakcie lektury odkrywamy jednak jego przeszłość, poznajemy dzieciństwo, które rzuca nowe światło na motywy postępowania. Ostatecznie mężczyzna okazuje się człowiekiem znacznie bardziej skomplikowanym i wartościowym niż mogłoby się wydawać.

Całość czyta się szybko i z emocjami.

Powieść polecam z czystym sumieniem i nie tylko dlatego, że autor należy do moich ulubionych pisarzy. Arturo Perez-Reverte po prostu nie pisze złych książek, w każdej – również w tej – można znaleźć wiele interesujących wątków i problemów.

BEATA IGIELSKA