„Dżentelmen w Moskwie” Amora Towlesa to piękna, dojrzała i głęboka książka, którą można odczytywać na różnych poziomach.
Dla mnie to przede wszystkim wzruszająca i inspirująca historia hrabiego Rostowa, człowieka pozbawionego wolności, ale nie zniewolonego.
Autor wspaniale pokazał, jak można zachować wewnętrzną niezależność, umiłowanie piękna i mądrości, poszanowania dla tradycji w czasach pogardy dla indywidualizmu.
Główny bohater potrafi czerpać z życia nawet wówczas, gdy wydawać się może, że został go tak naprawdę pozbawiony.
Celebrowanie drobnych przyjemności, raczenie się w równym stopniu wspaniałą literaturą jak i wspaniałymi potrawami i winami… – to tylko pozornie rzeczy małe. W rzeczywistości okazują się one formą buntu, który sprawia, że Rostow pozostaje skazany na domowy areszt, ale nie pozwala się złamać i narzucić sobie stylu życia.
„Dżentelmen w Moskwie” to wspaniały hymn na cześć ludzkiej dumy i bycia panem swego losu – nawet w warunkach, w których system stara się uczynić z człowieka sługę, a nie decydenta.
Ta ostatnia kwestia pojawia się w książce kilka razy, gdy narrator snuje rozważania na jej temat, tak naprawdę jednak przenika całą fabułę, nie pozwalając o sobie zapomnieć podczas lektury.
Powieść napisana jest pięknym, dopracowanym stylem, co doskonale współgra z treścią.
Jej wielką zaletą jest też erudycyjny charakter, dlatego prozą tą można się delektować, by ostatecznie z wielkim żalem odłożyć ją na półkę, ale zachować w sercu i umyśle.
BEATA IGIELSKA

