Lubię sięgać po debiuty. Nieraz okazuje się, że to prawdziwe perełki – i tak właśnie jest w przypadku powieści „Słonecznikowy dom” Adriany Allegri.
(Przyznam, że początkowo miałam obawy przed lekturą, gdy zobaczyłam, że na okładce poleca książkę autorka „Tatuażysty z Auschwitz”.)
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych.
Mieszkająca w Stanach Zjednoczonych stara, schorowana kobieta wymaga opieki. Zajmuje nią się córka, która przypadkiem natrafia na tajemniczą kasetkę. Na jej wierzchu której znajduje się ..swastyka. W środku natomiast są pożółkłe zdjęcia. Na jednym z nich bohaterka rozpoznaje swoją matkę w towarzystwie niemieckiego oficera…
W latach trzydziestych minionego wieku w małym niemieckim miasteczku młodziutka Alina Strauss pracuje w księgarni wuja. Jak każda nastolatka ma marzenia, spotyka się z koleżankami, zakochuje się ze wzajemnością w przystojnym chłopaku…
Wszystko zmienia się w 1939 roku, gdy na jaw wychodzą żydowskie korzenie Aliny. Po jednym z pogromów i traumatycznej nocy bohaterka trafia do ośrodka zwanego Domem Hochland. Działa on w ramach nazistowskiego programu Lebensborn.
Dziewczyna zostaje zmuszona do pracy jako pielęgniarka. Początkowo lubi swoje zajęcie, bo pozwala jej ono zapomnieć o niedawnych tragicznych przeżyciach. Wkrótce jednak poznaje niemieckiego oficera i zaczyna orientować się, czemu tak naprawdę służy miejsce, do którego ją wysłano…
Powieść czyta się z zapartym tchem i dużymi emocjami, gdyż akcja jest nieprzewidywalna, a problematyka porażająca. Nawet jeśli zna się ten fragment historii, opisywane wydarzenia robią ogromne wrażenie.
Widać, że autorka doskonale wie, o czym pisze. Nie jest to ślizganie się po temacie, tylko jego dogłębna znajomość. Mimo iż przedstawione miejsce – Dom Hochland – jest fikcyjne, opisane jest w sposób szczegółowy, realistyczny i oddający grozę ośrodków Lebensbornu. W tym kontekście warto przeczytać posłowie (ale już po lekturze).
„Słonecznikowy dom” nie jest kolejną banalną historyjką o pięknej Żydówce i zakochanym w niej esesmanie. Takie sytuacje, oczywiście, zdarzały się, ale sposób, w jaki są pokazywane w powieściach w ostatnich latach, najczęściej woła o pomstę do nieba.
Adriana Allegri nie spłyca historii i z wielkim szacunkiem traktuje wojenne ofiary.
Analizuje przeżycia wewnętrzne swoich bohaterek i bohaterów, łamie stereotypy i skłania do refleksji na temat zła i dobra tkwiących w ludziach.
Pokazuje też, jak wielką i niszczącą siłą są propaganda i manipulacja.
Dużym plusem tej prozy są rodzinne sekrety – jeden z moich ulubionych motywów literackich. Tu spełniają one ważną rolę i budują napięcie, gdyż na poznanie ostatecznej prawdy trzeba zaczekać. Warto jednak uzbroić się w cierpliwość, bo śledzenie losów postaci jest fascynujące.
Całość napisana jest literackim stylem, w którym jest miejsce i na dynamikę wydarzeń, i na refleksyjne fragmenty.
POLECAM wszystkim, którzy cenią niebanalne historie, opowiedziane ze znajomością historii i ludzkiej psychiki.
BEATA IGIELSKA

