70 kończy dziś ELIZABETH STROUT, amerykańska pisarka, autorka wielu bestsellerowych powieści, doskonale znanych również w Polsce, m.in. „Mam na imię Lucy”, „Bracia Burges”, „To, co możliwe”, „William”, „Olive Kitteridge”..
Za tę ostatnią wymienioną książkę otrzymała w 2009 r. Nagrodę Pulitzera.
Już kiedyś ją polecałam, więc może dziś – dla odmiany – co nieco ode mnie o książce „Bracia Burgess”…
To powieść, która wciąga jak wir i przyciąga jak magnes. Czyta się ją jednym tchem, gdyż trudno nie dać się ponieść emocjom i jedynemu w swoim rodzaju klimatowi.
Autorka stworzyła portret rodziny, która od początku nie wydaje się idealna. Zresztą, dlaczego miałaby taka być?
Z czasem jednak na jaw wychodzą różne tajemnice, i te sprzed lat, i te całkiem świeże.
Bardzo interesujące są relacje między tytułowymi braćmi, ich siostrą oraz pozostałymi członkami rodziny. Pod koniec patrzymy na niektórych bohaterów z innej perspektywy niż na początku, wiele zmienia się w postrzeganiu przez czytelnika pewnych problemów i charakterów postaci.
Powieść świetnie łączy elementy prozy obyczajowej i psychologicznej. Do tego dochodzą społeczne i polityczne aspekty związane z napływającymi do Stanów Zjednoczonych emigrantami z Somalii.
Na przykładzie małego miasta obserwujemy różne reakcje ludzi na przybyszów, których kultura, religia i sposób życia bardzo różnią się od tego, do czego przywykli Amerykanie, nawet jeśli uważają swój kraj za wielokulturowy i tolerancyjny.
Całość napisana jest lekko, ale fabuła porusza ważne współczesne problemy. Autorce udało się połączyć finezyjny styl z powagą, refleksją nad kondycją współczesnego społeczeństwa i nad rolą prawdy, uczciwości oraz rodziny w życiu człowieka.
To powieść mądra, przemyślana, dopracowana, skłaniająca do refleksji. I zachęcająca do sięgnięcia po inne książki autorki.
BEATA IGIELSKA
źródło zdj. – wikipedia

