Piękna opowieść o miłości do zwierząt

Są książki, których akcja wcale nie pędzi z zawrotną prędkością, a jednak trudno oderwać się od lektury. Tak właśnie jest w przypadku opowieści Chloe Dalton „Jak wychować zająca”.

Autorka, która podczas pandemii zamieszkała w starym domostwie na angielskiej prowincji, pewnego dnia podczas spaceru znalazła maleńkiego zajączka. Bez jej pomocy zwierzę by nie przeżyło.

Przyniesiony do domu zajęczy osesek teoretycznie nie miał szans na przeżycie. A jednak, dzięki uporowi i trosce swojej opiekunki, zaczął dorastać i coraz bardziej intrygować autorkę. Kobieta nawet nie zorientowała się, w którym momencie zaczęła swoją uwagę dzielić między nowego domownika i pracę.

Szukając różnych informacji na temat pielęgnacji zajęcy, Chloe Dalton zaczęła zagłębiać się nie tylko w tematy związane z weterynarią, ale i miejscem zająca w …kulturze. Bardzo ciekawie przedstawiła motyw tego zwierzęcia w literaturze, malarstwie, rzeźbie…

Okazało się, że codzienne życie z małym towarzyszem, który długo wymagał opieki, zostało opisane tak fascynująco, iż czytało mi się tę książkę niczym najlepszą powieść.

Autorka nie tylko ciekawie relacjonuje dorastanie zajączka, ale także dzieli się swoimi refleksjami na temat odpowiedzialności za kogoś, komu uratowało się życie i kogo przygarnęło się do swojego domu.

Zając jest traktowany jak pełnoprawny członek rodziny, a Chloe Dalton nie uważa się za jego „właścicielkę”. Kwestia „posiadania na własność” żywego stworzenia jest w książce bardzo wyeksponowana. Sądzę, że najpełniej oddaje oddaje to poniższy fragment:

Obcowanie ze zwierzęciem sprzyja kochającym, empatycznym, współczującym aspektom ludzkiej natury. Odwołuje się do pierwotnej czci wobec żywego świata oraz ponadgatunkowej wspólnoty i więzi. Jest to brama – jak odkrywałam – do stanu większego szacunku wobec natury i całego środowiska. Ale istnieje jednocześnie ogromna dysproporcja władzy. Wszyscy zbyt ochoczo podporządkowujemy zwierzęta naszej woli, ograniczamy je albo więzimy, żeby musiały dostosować się do naszych celów, potrzeb i stylów życia”.

Czy autorce udało się oswoić dzikiego zająca? I jak potoczyły się losy futrzastego bohatera? – pytania niemal jak przy recenzji powieści. I nic dziwnego, bo opisane perypetie bardzo wciągają. Często łapałam się na tym, że z jednej strony chcę czytać książkę powoli, delektując się spokojem i nastrojem opowieści, z drugiej zaś – jestem bardzo ciekawa, jak zakończy się ta historia.

Jak się kończy? Tego, oczywiście, nie zdradzę. Zapewniam jednak, że śledząc przeżycia i przygody Chloe Dalton oraz uratowanego przez nią tytułowego bohatera, nieraz się wzruszycie, ale też uśmiechniecie, a nawet ubawicie.

Bardzo przypadł mi do gustu klimat tej mądrej, dojrzałej i refleksyjnej książki, która napisana jest błyskotliwie, z dbałością o styk i język, a także o merytoryczną treść.

POLECAM Z CZYSTYM SUMIENIEM – to jedna z najpiękniejszych książek, jakie przeczytałam w ubiegłym roku (jej dodatkową zaletą jest piękna szata graficzna autorstwa Denise Nestor).

BEATA IGIELSKA