Poruszająca opowieść o potrzebie wolności

„Kolej podziemna” to powieść, którą czyta się jednym tchem. Bardzo mnie wciągnęła, chociaż przyznam z ręką na sercu, że nie wiem, czemu miało służyć wprowadzenie tytułowej kolei w sensie dosłownym, czyli uczynienie jej podziemną podróżą. Nie dostrzegłam w tym ani symboliki, ani metaforyki (może z wyjątkiem ostatnich fragmentów).

Ciekawie pokazane zostały burzliwe losy głównej bohaterki, zbiegłej niewolnicy Cory, a także perypetie postaci drugoplanowych, wśród których są inni czarni, właściciele plantacji, łowcy zbiegów oraz ludzie, którzy z narażeniem własnego życia pomagają uciekinierom.
Intrygujący jest temat abolicjonizmu, który pokazany tu został nie tylko w jasnych barwach (przykładem mogą być lekarze, którzy z jednej strony leczą czarnych podopiecznych, z drugiej jednak traktują ich jak króliki doświadczalne, a także starają się namówić do sterylizacji).

„Kolej podziemna” to na pewno uniwersalna powieść o niewolnictwie i prawie do wolności, o humanitaryzmie i mentalności amerykańskiego Południa, o okrucieństwie, do jakiego zdolny jest człowiek.
Mimo iż autor pisze w sposób prosty, można tu znaleźć także zaskakujące oryginalnością frazy (zwłaszcza porównania).
Ta prostota w połączeniu z poważną tematyką robi duże wrażenie, zwłaszcza we fragmentach opisujących publiczne egzekucje, lincze, fizyczne kary stosowane na plantacjach z niebywałym barbarzyństwem.
Paradoksalnie okazuje się, że ci, którzy uważają się za lepszą rasę, zachowują się gorzej niż dzikie zwierzęta, gdyż te drugie zabijają – zgodnie z prawami natury – tylko po to, by zaspokoić głów i przetrwać.

Obok „Kolei podziemnej” nie można przejść obojętnie, więc polecam lekturę z czystym sumieniem.

BEATA IGIELSKA