„Powrót do Lwowa” to czwarty tom cyklu Dwa Miasta Moniki Kowalskiej. Dobra powieść, ale najsłabsza z całej serii.
Niestety, czytając tę książkę, odnosiłam wrażenie, jakby autorka dopisała ją na siłę. Po lekturze z posłowia dowiedziałam się, że miały być trzy części, a ta ostatnia faktycznie została dopisana pod wpływem namowy czytelników i wydawcy.
Akcja tym razem rozgrywa się przede wszystkim w latach 80. i 90. minionego wieku. Na tle kryzysu, stanu wojennego i ustrojowych zmian poznajemy dalsze losy trzech sióstr oraz ich bliskich mieszkających we Wrocławiu i okolicach. Śledzimy też codzienne perypetie kolejnego pokolenia, a nawet dwóch pokoleń.
Niespodzianką jest powrót do wojennych wydarzeń, jakie rozegrały się we Lwowie. Ich bohaterką jest Marianna, postać poznana już wcześniej i luźno powiązana z rodziną Szubów. Jej losy są tu najciekawsze i najbardziej mnie zainteresowały. Nie da się jednak ukryć, że akcja bazuje w tym przypadku na powtarzalności; autorka wykorzystuje wcześniejsze treści i motywy, a wojenny Lwów nie jest już przedstawiony tak plastycznie i klimatycznie jak w pierwszym tomie.
Czy „Powrót do Lwowa” warto przeczytać? Owszem, bo to ciekawa proza, ale jeśli zna się wcześniejsze części, porównanie nie wypada korzystnie dla zakończenie tej historii.
Plusem całości są wiarygodne, przekonujące kreacje postaci, znajomość realiów społecznych i politycznych oraz literacki styl.
Podobały mi się też wstępne słowa autorki, która odnosiła się w nich do przeszłości swojej rodziny, wyjaśniając genezę cyklu.
To na pewno gratka dla wszystkich, którzy lubią i cenią sagi oraz powieści obyczajowe napisane z dbałością o poprawną polszczyznę.
BEATA IGIELSKA

