134 lata temu urodził się MELCHIOR WAŃKOWICZ, powieściopisarz, publicysta, felietonista, eseista, autor wielu reportaży, z których najbardziej znane są chyba „Szkice spod Monte Cassino”.
Tworzył też literaturę wspomnieniową („Szczenięce lata”, „Tędy i owędy”, „Ziele na kraterze”).
W czasach PRL-u był represjonowany, cenzurowany, inwigilowany. Taka sytuacja trwała aż do śmierci Wańkowicza w 1974 r.
Bardzo ubolewam, że dziś mało kto czyta jego książki, tym bardziej, że to naprawdę wartościowa literatura.
Poniżej co nieco ode mnie na temat książki „Ziele na kraterze”.…
Czyta się z przyjemnością, mimo iż styl nieco trąci myszką. Ma to jednak swój niezapomniany urok, bo dziś nikt już tak nie pisze.
Można tę książkę traktować jako zbeletryzowaną autobiografię, jednak na plan pierwszy wysuwają się tu relacje pisarza z żoną i córkami. Obraz familii Wańkowiczów raz bawi, raz wzrusza; piękne są fragmenty, w których ojciec dostrzega dorastanie swoich pociech, zmiany, jakie zachodzą w ich myśleniu i pojmowaniu świata, pierwsze młodzieńcze bunty, przyjaźnie, miłości.
Córki Wańkowicza to nie tylko powód do radości. Obie, mimo nieco odmiennych charakterów, nieźle dawały w kość rodzicom swoimi szalonymi pomysłami, których ukoronowaniem było wydalenie ze szkoły tuż przed maturą. Do różnych wariactw i nieobliczalnych wyskoków panien ojciec zwykle podchodzi z dystansem, zaś matka najczęściej wpada w panikę. Ostatecznie oboje rodzice doceniają jednak inteligencję, energię i pomysłowość Krysi i Tili.
Nieraz ubawiłam się przy czytaniu „Ziela na kraterze”. Szczególnie za serce chwytały mnie fragmenty, w których autor przywoływał różne rodzinne powiedzonka i przezwiska, anegdoty oraz sceny z życia familii kochającej książki.
Sporo miejsca Wańkowicz poświęcił pierwszym lekturom córek i te opowieści na pewno zainteresują każdego mola książkowego.
Mimo iż książka jest pogodna (jak zaznacza autor, taka miała być w jego zamyśle, gdyż to przede wszystkim historia dzieciństwa i dorastania dwóch panien), to jednak im dalej, tym więcej wkrada się niepokoju. Gdy akcja zaczyna obejmować koniec lat trzydziestych minionego wieku i nieuchronnie zbliża się wojna, z obawą odwraca się kolejne strony.
Dramatyczne są opisy Powstania Warszawskiego, zwłaszcza w rozdziale poświęconym oddziałowi, w którym walczyła starsza córka, Krystyna.
Wzruszające jest także zakończenie, które dotyczy pierwszych powojennych lat i odsłania nowy rozdział w życiu rodziny Wańkowiczów.
Całość napisana jest barwnie, żywiołowo, a liczne dygresje dodają książce różnych smaczków i stanowią kopalnię wiedzy o życiu autora i współczesnych mu twórców.
Polecam szczerze!
BEATA IGIELSKA

