Powieść „Dziewczyna z Wenecji” Martina Cruza Smitha trafiła do mnie przypadkowo. Zaczęłam czytać i …od razu wciągnął mnie wir wydarzeń. Zaintrygowały też postacie, więc pochłonęłam całość bardzo szybko.
Akcja zaczyna się pod koniec II wojny światowej w okolicach Wenecji.
Młody rybak, Cenzo, wypływa nocą na połów. Oprócz ryb wyciąga z wody zwłoki młodej kobiety. Gdy zastanawia się, co zrobić, spotyka niemiecki patrol. Żołnierze i oficerowie drwią z niego, a że są pijani, wchodzą na jego łódź i zaczynają przeszukiwanie. Przy okazji niszczą sprzęty. Gdy podnoszą brezent, pod którym Cenzo ukrył ciało, okazuje się, że …już go tam nie ma.
Wkrótce wydaje się, że dziewczyna świetnie udawała nieżywą. W rzeczywistości Giulia jest Żydówką, która ukrywała się z rodziną w szpitalu psychiatrycznym. Udało się jej uciec podczas aresztowań, ale wciąż jest poszukiwana przez nazistów.
Dlaczego, mimo wygasania wojny, Niemcom tak bardzo zależy na schwytaniu młodej Żydówki? Czy faktycznie jest ona osobą, za którą się podaje? I jak rozwiną się skomplikowane relacje między nią i rybakiem?
Te i inne pytania towarzyszą nam podczas lektury. Na jedne odnajdujemy odpowiedzi dość szybko, na inne trzeba poczekać.
„Dziewczyna z Wenecji” to nie tylko opowieść o miłości, ale i niszczycielskiej sile wojny, o odwadze i tchórzostwie, poświęceniu i zdradzie, o różnych postawach wobec zła…
Wydarzenia rozgrywają się w pięknej, urokliwej scenerii Wenecji i okolicznych wiosek, jednak ten sielankowy nastrój jest pozorny – psują go wojenne zagrożenia. Dodatkowo pojawiają się wątki szpiegowskie i sensacyjne, jednak nie służą one tylko podnoszeniu napięcia. Pokazują bohaterów w bardzo trudnych sytuacjach, w których muszą oni dokonywać życiowych wyborów.
Całość czyta się szybko i z dużymi emocjami, gdyż akcja jest nieprzewidywalna, pełna niespodzianek w postaci sekretów sprzed lat, zwłaszcza tych rodzinnych.
Polecam szczerze!
BEATA IGIELSKA

