KARTKA Z KALENDARZA – 15 stycznia

404 lata temu urodził się Molière (Jean Baptiste Poquelin), francuski komediopisarz i aktor, autor znanych na całym świecie sztuk (m.in.: „Świętoszek”, „Mizantrop”, „Chory z urojenia”, „Mieszczanin szlachcicem”, „Skąpiec”) .

Ostatnia z wymienionych komedii należy do moich ulubionych utworów autora.

Wracam do niej co jakiś czas, niezmiennie z ogromną przyjemnością.

A Wy czytacie? Pamiętacie?

Poniżej co nieco ode mnie na temat tej sztuki.

Intryga, na której opiera się akcja „Skąpca”, nie jest oryginalna i wyrafinowana, na podobnych historiach zbudowano wiele komedii, nie tylko w epoce Moliera.


To, co stanowi o wartości utworu, to kreacja tytułowego bohatera. Harpagon należy do moich ulubionych postaci literackich. Oczywiście, nie ze względu na swój charakter, lecz na sposób, w jaki został stworzony – przerysowany, karykaturalny kutwa potrafi rozbawić do łez swoimi krótkimi monologami, rzucanymi na boku uwagami i perorami wygłaszanymi do syna, swatki czy sług.

Chorobliwa podejrzliwość czyni z Harpagona osobnika szalonego, który w pewnym momencie zaczyna samego siebie podejrzewać o kradzież (dla mnie to jeden z najzabawniejszych fragmentów, obok kwestii o złodziejskich hajdawerach sługi).

W rolę molierowskiego bohatera wcielali się różni aktorzy – z różnym powodzeniem. Moim zdaniem, mistrzowską kreację stworzył nieodżałowany Louis de Funes – jego filmowa rola prześciga teatralnych aktorów i najbardziej przypomina furiata z komedii Moliera.

Dziś „Skąpiec” może razić przewidywalnością, ale – tak jak inne klasyczne dzieła – powinno się czytać go w kontekście literackich konwencji danej epoki. Tylko wtedy może być lekturą udaną i ponadczasową.

Niezmiennie polecam!

BEATA IGIELSKA