404 lata temu urodził się Molière (Jean Baptiste Poquelin), francuski komediopisarz i aktor, autor znanych na całym świecie sztuk (m.in.: „Świętoszek”, „Mizantrop”, „Chory z urojenia”, „Mieszczanin szlachcicem”, „Skąpiec”) .
Ostatnia z wymienionych komedii należy do moich ulubionych utworów autora.
Wracam do niej co jakiś czas, niezmiennie z ogromną przyjemnością.
A Wy czytacie? Pamiętacie?
Poniżej co nieco ode mnie na temat tej sztuki.
Intryga, na której opiera się akcja „Skąpca”, nie jest oryginalna i wyrafinowana, na podobnych historiach zbudowano wiele komedii, nie tylko w epoce Moliera.
To, co stanowi o wartości utworu, to kreacja tytułowego bohatera. Harpagon należy do moich ulubionych postaci literackich. Oczywiście, nie ze względu na swój charakter, lecz na sposób, w jaki został stworzony – przerysowany, karykaturalny kutwa potrafi rozbawić do łez swoimi krótkimi monologami, rzucanymi na boku uwagami i perorami wygłaszanymi do syna, swatki czy sług.
Chorobliwa podejrzliwość czyni z Harpagona osobnika szalonego, który w pewnym momencie zaczyna samego siebie podejrzewać o kradzież (dla mnie to jeden z najzabawniejszych fragmentów, obok kwestii o złodziejskich hajdawerach sługi).
W rolę molierowskiego bohatera wcielali się różni aktorzy – z różnym powodzeniem. Moim zdaniem, mistrzowską kreację stworzył nieodżałowany Louis de Funes – jego filmowa rola prześciga teatralnych aktorów i najbardziej przypomina furiata z komedii Moliera.
Dziś „Skąpiec” może razić przewidywalnością, ale – tak jak inne klasyczne dzieła – powinno się czytać go w kontekście literackich konwencji danej epoki. Tylko wtedy może być lekturą udaną i ponadczasową.
Niezmiennie polecam!
BEATA IGIELSKA

