RECENZJA PRZEDPREMIEROWA 
Książka ukaże się jutro nakładem Wydawnictwo Replika .
„Chłopiec z ruin” to pierwszy tom cyklu Gdańska opowieść Beaty Zdziarskiej. I moje pierwsze spotkanie z prozą autorki – bardzo udane, zachęcające do sięgnięcia po jej inne powieści.
Akcja rozgrywa się w marcu 1945 roku, w zajętym i niszczonym przez Armię Czerwoną Gdańsku, jednak dzięki wielu retrospekcjom cofamy się do dwudziestolecia międzywojennego.
Friedrich dopiero co stracił matkę. Po tym, jak sowieccy żołdacy spalili ją żywcem w kościele, chłopiec samotnie przemierza zrujnowane ulice, próbując odnaleźć dalszą rodzinę. Ponieważ jest dzieckiem, nie do końca rozumie, co dzieje się wokół. Wie jednak, kogo się wystrzegać i na przekór temu, co widział, chce wierzyć, że jednak uda mu się spotkać mamę. Rozpaczliwie szuka ciepła, przede wszystkim fizycznego, bo w ekstremalnych warunkach górę bierze atawizm.
Gdy chłopczyk poznaje przypadkowo Helenę Koszek, Polkę z traumatyczną przeszłością, między tą dwójką sponiewieranych i okaleczonych psychicznie mieszkańców Gdańska zawiązuje się bliska więź.
Dla Friedricha Hela staje się przybraną mamą. Ona zaś traktuje go jak syna. Bolesne powroty myślami do przeszłości przypominają kobiecie, że kiedyś była matką. I żoną. Od kilku lat jednak nie ma od męża żadnych wiadomości. Jest zrozpaczona, ale opieka nad małym Friedem mobilizuje ją do działania.
Nie jest łatwo przeżyć w zrujnowanym i wciąż niszczonym mieście, w którym roi się od rozpasanych sołdatów i zdeprawowanych szabrowników…
Tę codzienną walkę Heleny śledzi się z zapartym tchem, podobnie jak jej przeszłość, którą poznajemy dzięki wspomnianym retrospekcjom.
W ostatnich latach powstało sporo powieści opisujących wojenny świat, także na Pomorzu. Powieść Beaty Zdziarskiej wyróżnia się na tym tle doskonale ukazanym tłem historycznym, znajomością szczegółowych faktów i topografii Gdańska, zarówno przedwojennego, jak i w trakcie wojny oraz tuż po jej zakończeniu.
Wraz z bohaterami obserwujemy, jak na przestrzeni niemal dwóch dekad zmieniały się nastroje społeczne oraz polityczne; wraz z nimi przeżywamy codzienne troski, ale także radości.
Autorce udało się realistycznie i przekonująco ukazać Wolne Miasto Gdańsk i jego losy po wybuchu II wojny światowej. Nie tylko urbanistyczne zmiany są interesujące. Przede wszystkim intrygują metamorfozy, jakie zachodzą w umysłach mieszkańców.
Nawet jeśli zna się historię, trudno kolejny raz nie zadawać sobie pytań: Jak to się stało, że dotychczasowi sąsiedzi, nawet z tych samych kamienic, stali się wrogami? Jak to możliwe, by także inteligentni, wykształceni ludzie dali się uwieść nazistowskiej propagandzie?
Na przykładzie bohaterów „Chłopca z ruin” obserwujemy różne reakcje na wszechobecne zło – od aprobaty i czynienia go, poprzez obojętność aż po sprzeciw, zazwyczaj okupiony wolnością albo życiem.
Powieść Beaty Zdziarskiej ukazuje wojnę jako siłę niszczącą, zło totalne. Jest jednak w tym mrocznym świecie także światełko w tunelu. I – co ważne – nie jest to jakiś niepoprawny, banalny optymizm, lecz życiowa prawda.
Czytało mi się tę książkę z dużymi emocjami i uznaniem dla autorki, która udowodniła, że wstrząsnąć czytelnikiem można także literacką fikcją. A to niełatwa sztuka.
Na pewno duży wpływ na mój odbiór miały też wyraziste kreacje postaci oraz literacki styl i dbałość o polszczyznę. Przywiązuję do tego taką samą wagę jak do wiarygodności i poziomu opisywanej historii. W tym przypadku z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że autorka udowodniła, iż wie, o czym pisze i robi to ujmująco oraz profesjonalnie.
Dlatego POLECAM SZCZERZE!
I czekam niecierpliwie na kontynuację, czyli „Chłopca z odrodzonego miasta”.
BEATA IGIELSKA

